Jak być eko-świętym?


Tylko odważ się nie być „eko”

Jesteśmy z każdej strony zasypywani eko-kampanią: „jestem eko”, „nie używam słomek”, „nie jem mięsa”… – słyszymy z wielu ust. Zgadzam się z tym, że trzeba być człowiekiem o nastawieniu ekologicznym, by dbać o środowisko i nie przekazywać ludziom, którzy przyjdą po nas jednego wielkiego śmietniska. W końcu niemal codziennie natrafiamy na bezpańskie śmieci uroczo wkomponowane w zieleń czy zatrważające ilości jedzenia, które marnuje się w naszych lodówkach. Teraz w sezonie jesiennym też nie trzeba sięgać daleko. Wystarczy otworzyć okno, by zacząć marzyć o  świeżym powietrzu. Czasami mam wrażenie, że tracimy już zdolność racjonalnego myślenia. Wrzucamy do pieca cokolwiek nam wpadnie w ręce i jednocześnie dziwimy się skąd się bierze choćby tyle chorób nowotworowych. Sami robimy sobie wychodek z naszego gniazda, w którym żyjemy.

Eko-religia

Z drugiej jednak strony tworzymy sobie nową religię, którą jest „bycie eko”. Skąd takie przypuszczenia? Z tworzenia pewnego trendu, a właściwie rytuału, który ma w sobie wiele niespójności. Wzrasta liczba marek, które reklamują się swoją dbałością o środowisko… Ci sadzą drzewa, ta firma dba o rozwój siedlisk zagrożonego gatunku ptaków, tamci produkują butelki z plastiku wyłowionego z oceanów… Super szlachetne! Tylko w jakim stopniu przyczyni się to do korekty wszystkich przypadków dewastacji środowiska przez człowieka? Można wycofać z użycia plastikowe słomki, a jednocześnie produkować tony innych plastikowych opakowań. Postawa eko to nie jeden kazus, którym można się zareklamować i być przez to fajnym.

Człowiek, który odrzuca Boga (a przynajmniej zostawia go na poboczu życia) jest w stanie ze wszystkiego stworzyć sobie religię. Smutne, ale prawdziwe. Jesteśmy w stanie bardziej skupić się na jakimś wąskim aspekcie i przekonywać cały świat do zmiany nawyków. Zapominamy przy tym jednak spod czyich rąk wyszliśmy i do czego nas to zobowiązuje. Również co jest naszym celem w życiu i co zawiera w sobie postawę przyjazną dla środowiska.

Jak być Bożym vege

Czymś takim jest ŚWIĘTOŚĆ. To właśnie taka postawa sprawia, że wiem od kogo otrzymałem to wszystko co wokół i dlatego chcę o to zadbać – dla siebie i innych. Czy jeszcze ktokolwiek reklamowałby się tym, że ma w sobie chęć zostania świętym? Wątpię, bo przecież taka deklaracja jest uznawana za słabą.

Pamiętam czas gdy byłem w wieku nastoletnim i zafascynowała mnie postać św. Maksymiliana Kolbe, szczególnie jego heroiczna wymiana w Auschwitz – ofiarował swoje życie w zamian za życie ojca rodziny. Kiedyś przeczytałem fragmenty jego pism i natrafiłem na takie słowa w jego regulaminie życia: Muszę byś świętym i to jak największym! Mocno mnie to uderzyło i dzisiaj widzę, że wrzuciło mnie na tory powołania zakonnego.

Uroczystość Wszystkich Świętych każdego roku przypomina mi o tym zadaniu. Jeśli chcę być kimś wielkim, chcę coś konstruktywnego w życiu zrobić, to nie ma większego celu od świętości. Co z tego, że będę eko, skoro życie nieuchronnie zawiedzie mnie w ręce siostry śmierci. Jako katolicy mamy walczyć o coś więcej – być eko jako przyszli święci.

Dzisiaj nie miałbym jeszcze odwagi kanonizować nikogo z moich współbraci ani znajomych, ani nawet kogoś z tzw. środowiska chrześcijańskich gwiazd rozchwytywanych na festiwale religijne, ani tym bardziej nie kanonizowałbym siebie. Wszyscy walczymy, by być coraz bliżej ideału świętości. Jednocześnie marnujemy kolosalne ilości łask Bożych, wsparcia jakie nam daje Bóg na tej drodze. Pod tym względem jesteśmy mało eko – nie wzrusza nas za bardzo, że mieliśmy już tyle okazji do zrobienia czegoś dobrego czy pokonania swoich grzechów. Walczmy o osobistą świętość, by nie zatruwać życia sobie i wszystkim ludziom wokół!