Pożyteczni bracia


Nowe kwiatki św. Franciszka #5

Żar lał się z nieba równie obficie, co pot z czoła brata Morico, który właśnie skończył zamiatanie wirydarza. W tym momencie zadzwonił mały dzwonek – znak, że ktoś niecierpliwi się, że furtiana nie ma w miejscu, gdzie być powinien, by otwierać bez zwłoki przychodzącym. Morico ruszył spiesznie w kierunku drzwi. Chciał chyba krzyknąć: „Już idę”, lecz w tym momencie potknął się o deskę wystającą z położonej tam sterty.

A to skurkozjadek… – furtian myślał w tym momencie o Masseo, który wykonywał tu i ówdzie prace przy drewnie. Tyle razy już bracia prosili go, by nie zostawiał swoich materiałów gdzie popadnie. Morico doszedł jednak szybko do wniosku, że pożyteczniej będzie jednak otworzyć drzwi niż wymyślać winowajcy. Eliasz, który przypadkiem obserwował całe to zdarzenie, zwrócił się do Franciszka:

Pożyteczny człowiek! Popatrz, Ojcze Franciszku, jak szybko uwinął się z robotą… A roboty mamy coraz więcej. Myślę, że musimy zrobić jakąś kapitułę i na spokojnie rozplanować: kto? co? O odpowiednim przygotowaniu do pracy też należało by pomyśleć, rzecz jasna. I o narzędziach. Sam mówiłeś, żebyśmy pracą wyrażali nasze ubóstwo. Nikt z nas nie jest darmozjadem, jak ta mucha…

Tu Eliasz wspomniał Pantaleona, niegdyś brata, który z robotą się zdecydowanie nie spieszył. Franciszek nazwał go raz „bratem-muchą”, dumając wielce nad jego przyszłością. Pantaleon w sumie sam zdecydował o swojej przyszłości, bo pewnego dnia zniknął, nie pożegnawszy się nawet. Przywoławszy wspomnienia Eliasz powrócił do myśli o kapitule:

Co ty na to, Ojcze?

Franciszek zamyślił się. W zasadzie myślał dosyć długo, tak, że Eliasz już zaczął zastanawiać się, czy w ogóle nad tą sprawą myśli.

A mnie Pan powiedział w Ewangelii, że mam być „sługą nieużytecznym”. Ja chyba też na wiele ci się nie przydam, bracie Eliaszu. Od Pana pochodzi wszelkie dobro, i grzechem byłoby przypisywać sobie jakąkolwiek owocność wysiłku.