Zwykle za bardzo boję się wyobrażać sobie ból Maryi, jaki czuła pod krzyżem. Nie wiem, czy nawet kobieta jest sobie w stanie to wyobrazić. Jednak w tym roku spróbowałam spojrzeć na Nią inaczej, nie skupiać się na Jej bólu, ale na tym, co po tym bólu następowało. I odnalazłam w Niej cząstkę tego, na co wszyscy czekamy w ciszy Wielkiej Soboty – spełnionej nadziei na to, że Jej Syn żyje.

Troska i nadzieja

W Starym Testamencie możemy znaleźć historię Tobiasza. Jego ojciec wysyła go w podróż do Medii. Tam mieszkał człowiek, który był jego dłużnikiem. Tobiasz miał odebrać należny ojcu dług. Na to postanowienie, matka Tobiasza zaczyna rozpaczać, bojąc się o bezpieczeństwo swojego dziecka. Jej mąż odpowiada pięknym pocieszeniem: „Nie martw się! Nasze dziecko pójdzie w drogę zdrowe i zdrowe powróci do nas, a oczy twoje zobaczą ten dzień, w którym on zdrów przyjdzie do ciebie. Nie martw się i nie lękaj o niego, siostro!” I wtedy Anna przestaje płakać. Zapewniona, że jej synem opiekuje się anioł, przestaje się martwić.

Matka pod krzyżem

Ciekawe, czy Maryja, widząc śmierć swojego Syna, była w stanie poszukiwać jakiegokolwiek pocieszenia. Patrząc na Jej życie, z tego, co jest nam znane, czasem wydaje mi się, że w momencie Golgoty widziała tylko Jezusa. Maryja to osoba, która żyła chwilą. Jednak nie w sposób, jaki od razu przychodzi nam na myśl, słysząc zawołanie carpe diem. Jej chwila to trwanie w ciągłej gotowości i ciągłym słuchaniu głosu Boga. Bycie. Tak, jak kiedyś w Nazarecie, tak też na Golgocie Maryja żyła chwilą obecną, patrząc, jak dokonuje się zbawienie człowieka.

Jej serce naprawdę zostało przebite przez miecz boleści, jak zapowiedział Jej Symeon. Ale, próbując Ją ujrzeć w innej perspektywie niż jedynie Matka Bolejąca, wydaje mi się, że Ona nie skupiała się na tym mieczu. Czy możliwe było więc przetrwanie takiej traumy, jaką Ona przeżyła?

Matka Zmartwychwstałego

Tamta Pascha musiała być dla Niej bardzo cicha. W święto, które Żydzi świętowali bardzo uroczyście, kiedy cała Jerozolima tętniła życiem – Ona składała ciało Syna do grobu. Nie wiem, czy mogła znać tekst Księgi Tobiasza. Myślę jednak, że Jej zbolałe serce słyszało to pocieszenie od Tego, któremu od początku służyła. Może nawet nie była bardzo zaskoczona, kiedy uradowana Maria Magdalena oznajmiła wszystkim, że grób Jezusa jest pusty.

Lubię tak na Nią patrzeć. Jak na kobietę ciągłej nadziei. Wiedziała, że śmierć i grób Jej Syna nie mogą być końcem. To pozwoliło Jej przetrwać Jej własną Golgotę. Ufała, że Jej dziecko powróci zdrowe do domu, tak jak zdrowe wyszło.

Nasza Matka

Wiele można mówić o Maryi z Nazaretu. Perła tej Ziemi, najpiękniejsza z kobiet, Oblubienica. A od momentu Golgoty – nasza Matka. Kobieta wiecznej nadziei. Pokazała nam, że trzeba zawsze patrzeć trochę dalej, niż pokazuje nam życie. Trwanie przy Bogu prowadzi przez cierpienie, ale ono nie może nam zniszczyć serca. Nie skupiajmy się więc na grobie, ale na tym, czego jest etapem. Po nim przychodzi coś dużo, dużo większego i piękniejszego.

Ona, patrząc w górę na ukrzyżowanego Syna, widziała nad Nim równocześnie niebo – cel i nadzieję wszystkich nas. Również Jej.