Moja czy twoja prawda?


Pytanie Piłata wciąż aktualne

Przed kilkoma dniami uczestniczyliśmy w Procesji Bożego Ciała – jednej z tradycyjnych form uczczenia Uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej. Z kolei w poprzednią niedzielę obchodziliśmy Uroczystość Najświętszej Trójcy. Kościół w bardzo krótkim odstępie przypomina swoim wiernym dwie najważniejsze, obok Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, prawdy wiary.

Cóż to jest prawda? (J 18, 38a). Wielu mądrych odpowiadało lub próbowało odpowiedzieć na pytanie Piłata. Opierając się na Biblii, można stwierdzić, że prawda, konkretnie prawda o Zmartwychwstaniu Chrystusa, jest podstawą naszej wiary. Św. Paweł pisze w liście do Koryntian A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest nasza wiara. To samo dzieje się z prawdą, dotyczącą Trójcy Świętej i żywej obecności Jezusa w sakramentach – szczególnie tego, że podczas Eucharystii możemy jeść Jego Ciało i pić Jego Krew. Jeśli odrzucimy te trzy filary wiary, odrzucimy jej istotę, straci ona wszelki sens.

Wstydliwa prawda?

Do podjęcia tematu prawdy w życiu katolików skłoniły mnie, oprócz już wspomnianych ostatnio uroczystości, dwie konkretne sytuacje. Pierwsza z nich to zamieszanie wokół sposobu przyjmowania Komunii Świętej w czasie epidemii. W celu podniesienia higieny zaleca się, aby Komunię Świętą przyjmować „na rękę”. To zalecenie wywołało niemałą burzę w mediach katolickich. Pojawiły się komentarze, mówiące o bezczeszczeniu Najświętszego Sakramentu, inne o dobrym rozwiązaniu, podnoszącym komfort psychiczny wiernych.

Nie chcę tutaj wyrażać swojej opinii na ten temat. To co jednak mnie uderzyło w tych rozmowach to określenia jakich używano na Ciało Chrystusa. Wielu ludzi wprawiało w zakłopotanie, gdy mieli jakoś nazwać Komunię Świętą. Często określali ją jako opłatek, hostia czy komunikant. Hostia i komunikant to poprawne określenia na chleb obrzędowy, ale w momencie konsekracji (zgodnie z prawdą naszej wiary) stają się one Ciałem Chrystusa (pod postacią chleba – hostii). Prawie nigdy nie używano określenia Ciało Chrystusa, które przecież za każdym razem wypowiada kapłan, gdy daje je nam do spożycia!

Można powiedzieć, że czepiam się szczegółów, albo łapię ludzi (i samego siebie) za słówka. Ale odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie: czemu Ciała Chrystusa nie nazywam Ciałem Chrystusa? Czy określając je mianem hostii jestem świadomy, że jest to Ciało Chrystusa pod jej postacią? Czy nie jest to przypadkiem brak przyjęcia prawdy wiary, że w Komunii Świętej jest rzeczywiście Jezus pod postacią chleba?

Akomodacja prawdy

Kolejną sytuacją, która skłoniła mnie do refleksji było przeczytanie krótkiego wpisu na Twitterze pana Tomasza Terlikowskiego, w którym autor komentuje zamieszanie wokół ks. Michała Misiaka. Chodzi o informację, że ksiądz Misiak zmienia wyznanie i chce zostać pastorem w ruchu zielonoświątkowców. Ja sam lubiłem i lubię tego ”bożego wariata”” – pisze Terlikowski o ks. Misiaku – „doceniam jego zaangażowanie i rozumiem pragnienie rodziny (choć rozumiem także, dlaczego po decyzji o celibacie, nie da się jej pogodzić z kapłaństwem). To wszystko są jednak sprawy drugorzędne, bo jeśli mnie coś w tej historii zastanawia to pełny prymat życia i przeżywania nad prawdą.

Abstrahując od tego czy jest to trafna ocena sytuacji akurat ks. Misiaka, moim zdaniem jest to świetna ocena sytuacji w jakiej znajduje się wielu katolików w Polsce. Odeszliśmy od prawd wiary w imię własnej wygody. Modyfikujemy te prawdy na własną potrzebę. Taką wygodą może być np. nierozumienie (tak po ludzku) jak chleb może stać się ciałem i stwierdzenie, że chleb to tylko „symbol” Chrystusa. Inną wygodą może być wiara w to, że istnieje Bóg, ale nie interesuje go świat (raz go nakręcił i sam się kręci). Sztandarowym przykładem jest wyrwane z kontekstu interpretowanie słów Pisma Świętego, aby np. usprawiedliwić swoje postępowanie czy przekonanie, często sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Takie postępowanie to nic innego jak relatywizacja – ujmowanie rzeczy w sposób zależny od własnych odczuć (internetowy słownik języka polskiego). Nie liczy się już wtedy prawda, ale to, aby żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami, mieć spokojne sumienie. Żyć tak jak się wydaje, że jest w porządku.

Bulwersująca prawda

Zejdź mi z oczu szatanie, bo nie myślisz po Bożemu, ale po ludzku. (Mk 8,33). Co musiało się wydarzyć, aby Jezus tak zwrócił się do ucznia, który przecież chwilę wcześniej (dosłownie 4 wersety wcześniej) wyznał „Ty jesteś Mesjasz!” (Mk 8,29)?  Trzeba oczywiście spojrzeć na fragment pomiędzy tymi zdaniami. Jezus tłumaczy w nim Piotrowi, że musi wiele wycierpieć, że będzie odrzucony, że zostanie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. Piotr nie przyjął tej prawdy, wziął Jezusa na bok i zaczął go upominać. Właśnie to, tak zbulwersowało Syna Bożego. Apostoł Piotr chciał takiej prawdy, jaka była wygodna jemu – bez cierpienia, bez odrzucenia, bez zmartwychwstania. Prawda, którą przedstawił Jezus nie mieściła mu się po ludzku w głowie.

Jakiej prawdy ty szukasz?