Kościół marzeń


Kościół dzisiaj jest powszechnie postrzegany jako pewnego rodzaju aparat polityczny. Mówi się o nim niemal wyłącznie w kategoriach politycznych, a tyczy się to nawet biskupów, którzy formułują swoje wyobrażenia Kościoła jutra niemal wyłącznie w kategoriach politycznych. Kryzys spowodowany wieloma przypadkami nadużyć ze strony duchownych skłania nas do postrzegania Kościoła jako czegoś nieudanego, co teraz musimy ponownie wziąć w swoje ręce i ukształtować na nowo. Ale własnoręcznie skonstruowany przez nas Kościół nie może stanowić nadziei. (…) Idea lepszego Kościoła stworzonego przez nas samych jest w rzeczywistości propozycją diabła, za pomocą której chce nas odciągnąć od Boga żywego, poprzez kłamliwą logikę, na którą zbyt łatwo dajemy się nabierać.

(Benedykt XVI, Kościół a skandal wykorzystywania seksualnego)

 

Kościół? Veto!

Romantyczna dusza brata Idziego nie pozwala obojętnie przejść obok narastającego powszechnie obrzydzenia Kościołem. Boli mnie bowiem fakt, że tyle gorzkich słów o Kościele pada nawet z ust „praktykujących” katolików. Zdaję sobie sprawę, że temat można by nazwać odgrzewaniem starych kotletów. Może też paść oskarżenie, że autor sam wpada w wielomówstwo, zamiast wziąć się do roboty. Być może będzie to oskarżenie nawet uzasadnione. Nie można jednak milczeć, gdy biją Twoją Matkę – Kościół od początków chrześcijaństwa określany był tym mianem: Ecclesia Mater.

Kościół jest dzisiaj najgorszy pod każdym względem: pedofilia, katolicka nauka społeczna, etyka, w której nieustannie mówi się o obronie życia od poczęcia, zakazie aborcji i eutanazji, opłaty za śluby, pogrzeby i torebki z wodą święconą… Jednostronne spojrzenie na Kościół instytucjonalny, zakorzenione w nas z dziada pradziada, powoduje, że grzechy Kościoła są zawsze ich, ale nigdy moje. Ponad to na różne etyczne rzeczy pogląd mają księża i biskupi, ale na pewno nie my. Co więcej, wielu publicystów próbuje jeszcze mocniej zaakcentować indywidualistyczne podejście do wiary, w którym Kościół potrzebny jest tylko do sprawowania sakramentów – ma pełnić rolę „duchowego Orlenu”, gdzie w niedzielę można zjeść hot-doga, wypić kawę, zatankować i pojechać dalej.

Może być inaczej

A może warto zapragnąć innego Kościoła? Kościoła, w którym człowiek siedzący obok jest darem, bratem lub siostrą, przyjacielem. Wspólnoty, w której ludzie ofiarują część siebie innym, angażując się w różne dzieła, np. pomagając sąsiadce czy sprzątając świątynię. Kościoła, który „ewangelizuje i daje się ewangelizować przez piękno liturgii” (Papież Franciszek, Evangelii Gaudium), gdzie czuję się zaangażowany choćby czytając czytanie lub śpiewając psalm. Miejsca, gdzie strojenie ołtarza nie jest zarezerwowane dla siostry zakonnej czy pana kościelnego. Wspólnoty, w której padają słowa życzliwe, dobre, budujące, ale w której jest też miejsce na konstruktywną krytykę powodowaną miłością bliźniego. Kościoła, o którym niegdyś mówili „patrzcie jak oni się miłują” (Tertulian, Apologetico).

Taki jest Kościół Chrystusowy, kierowany nie paragrafami przepisów, ale Prawem Miłości; nie strukturami, dykasteriami, urzędami kurialnymi, ale chrześcijańską relacją, w której bracia są gotowi oddać za siebie życie (i do tego jeszcze kochają nieprzyjaciół!). Kościół „nie zbyt skoncentrowany na sobie samym”, ale przede wszystkim odzwierciedlający Jezusa Chrystusa (por. Papież Franciszek, Christus vivit).

Bóg w centrum, a nie moja wizja

Aby się jednak tak stało, potrzeba znowu w centrum postawić Boga. We wspomnianym na początku liście, Benedykt XVI napisał: „Temat Boga wydaje się tak nierealny, tak oddalony od rzeczy, które nas zajmują. A jednak wszystko staje się inne, kiedy nie zakłada się z góry Boga, ale Go wskazuje. Kiedy nie zostawia się Go jakoś w tle, ale uznaje za centrum naszego myślenia, mówienia i działania.”

Gdy ja sam uznam Boga – nie tylko jako początek i koniec wszystkiego, ale przede wszystkim jako Tego, który żywo działa w Kościele, we mnie, w moich braciach – Kościół stanie na właściwej ścieżce. Stanie się to tylko wtedy, gdy zacznę autentycznie wierzyć, że Duch Święty posłany do Apostołów działa również dzisiaj. I działa też we mnie! Gdy moja wiara, iż świątynią Ducha Świętego nie jest tylko Papież i biskupi albo ksiądz-katecheta – że jestem nią ja; że jest nią mój sąsiad, brat, rodzice, mąż… Dopiero wtedy wiara w działanie Ducha Świętego poruszy, pobudzi w nas ten zalążek powołania, który Bóg w nas umieścił. „Twoje powołanie prowadzi cię do wydobycia z siebie tego, co w tobie najlepsze dla chwały Boga i dla dobra innych. Chodzi nie tylko o czynienie rzeczy, ale o czynienie ich z pewnym sensem, z pewnym ukierunkowaniem.” (Papież Franciszek, Christus vivit).

Mój krok tworzy wspólnotę

Kiedyś przeczytałem piękne świadectwo, w którym kobieta opisała swój przełomowy moment wiary. Stało się to wtedy, gdy usłyszała z ust dominikanina, że każdy w Kościele ma swoją drogę. Te oczywiste, ale jednocześnie odkrywcze słowa, pokazują nam fenomen Kościoła. Choć Kościół jest jeden, to jest różnorodny i jest w nim też miejsce dla mojego indywidualnego przeżywania wiary. Mogę ją przeżywać na swój sposób, zgodnie z moimi predyspozycjami, temperamentem, a nawet zdolnościami. „Liczy się to, aby każdy wierny rozpoznał swoją drogę i wydobył z siebie to, co ma najlepszego, to, co najbardziej osobistego Bóg w nim umieścił, a nie marnował sił, usiłując naśladować coś, co nie było dla niego pomyślane.” (Papież Franciszek, Gaudete et exultate). To od tego indywidualnego realizowania powołania zależy, jaka będzie dalsza droga Kościoła. Tylko kiedy ja postawię krok do przodu, wspólnota może się poruszyć. Nie mogą przecież wszyscy czekać, aż zacznie ktoś inny.

Taki marzy mi się Kościół… takim Go widzę i taki chcę współtworzyć. Żywy Kościół, który jest dziełem Boga, a my jego nieodłączną częścią. Kościół, w którym jest miejsce dla każdego, kto Bogu chce oddać serce. Chcę wspólnoty, w której każdy jest zaangażowany i za którą każdy czuje się odpowiedzialny. Bo „widzieć i odkryć żywy Kościół jest cudownym zadaniem, które wielokrotnie wzmacnia nas i daje nam radość w naszej wierze” (Benedykt XVI, Kościół a skandal wykorzystywania seksualnego).