Święta, święta… i pandemia

Przed nami najważniejsze Święta dla wszystkich chrześcijan. Jesteśmy w punkcie, w którym nie do końca jeszcze wiemy, jak w tym roku miałaby wyglądać radość ze Zmartwychwstania Jezusa. Zastanawiam się również nad tym, czy zachowując pełny reżim sanitarny, wskazywany przez władze, możliwe jest przeżycie pełnej radości z tego jakże ważnego wydarzenia.

Wielkanocne „przesilenie”

Abstrahując jednak od obecnej sytuacji, przypatrzmy się jak zwykle wyglądała ta radość w praktyce. Każdego roku zastanawiała mnie jedna kwestia. Kościoły w niedzielę nie są zwykle wypełnione po brzegi. Gdy jednak nadchodzi Niedziela Wielkanocna, to bardzo często jest ciężko znaleźć wolne miejsce siedzące w świątyni. Co moim zdaniem jeszcze ciekawsze, drugiego dnia świąt powtarza się sytuacja, w której wchodząc do kościoła ponownie widzimy wolne miejsca w ławkach.

Jako studentka mam styczność z ludźmi z różnych środowisk. Nie wszyscy są wierzący, a większość z nich ma odmienne poglądy od moich. Coraz częściej zdarza się, że nasze rozmowy schodzą na temat Kościoła i wiary. Duża część moich kolegów i koleżanek ze studiów twierdzi, że są osobami wierzącymi, ale niepraktykującymi. Zastanawia mnie, jak to jest możliwe? Wierzyć w Boga, w Jego dzieła, w stworzenie nas… A jednocześnie nie praktykować tej wiary?

Katolicy od święta?

Osoby te jednak świętują zarówno Święta Bożego Narodzenia, jak i Święta Wielkiej Nocy. Czym argumentują te wyjątki? Oczywiście tłumaczą to tradycją i obyczajami, jakie panują w naszej kulturze. Dla mnie mogłoby to być w pewien sposób zrozumiałe.

Natomiast kompletnie niezrozumiały jest dla mnie inny argument „świątecznych” katolików. Niektórzy przekonują, że w przykazaniach kościelnych wprost powiedziane jest, aby przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty (przykazanie nr 2) i w okresie wielkanocnym przyjąć Komunię Świętą (przykazanie nr 3). Ok, to jest niezbędne minimum. Ale ono ma wystarczyć?

Przez cały rok mogę nie chodzić do kościoła i się nie modlić, ale idąc do spowiedzi i Komunii na Wielkanoc zaliczam te przykazania i jest w porządku? Nie wydaje mi się. Jak to jest możliwe, by znając przykazania kościelne, zastosować się wyłącznie do tych dwóch, które wymagają od nas najmniejszego zaangażowania. Jak można pominąć pozostałe 3 przykazania i jednocześnie zapewnić sobie „czystość sumienia”? Tylko dlatego, że „w Wielkanoc przyjąłem Komunię Świętą”?

Przypomnijmy więc te 3 pozostałe przykazania kościelne:

1.) W niedziele i święta nakazane uczestniczyć we Mszy Świętej i powstrzymać się od prac niekoniecznych.

4.) Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w czasie Wielkiego Postu powstrzymywać się od udziału w zabawach.

5.) Troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła.

Co ważne a co ważniejsze?

Myśląc o tym dalej, zaczęłam zastanawiać się nad sposobem przeżywania Wielkiego Tygodnia. Bardzo często, nawet osoby wierzące i na co dzień praktykujące, nie uczestniczą w całym Triduum Paschalnym. Nie jest to w większości przypadków spowodowane brakiem możliwości uczestniczenia w tych wydarzeniach, a osobistym wyborem tych osób. Skąd taki wybór? Zdaje się, że najczęściej tak podpowiada nam nasza hierarchia wartości.

Czasem może być to jednak kompletny brak hierarchii wartości. Co podczas Świąt Wielkanocnych powinno być priorytetem, a co jest sprawą drugorzędną? Co naprawdę jest związane ze świętowaniem tajemnic naszego odkupienia? I tutaj pojawia się kwestia przeżycia liturgii w kościele, osobistej modlitwy i uporządkowania swojej relacji z Jezusem.

Wspólne świętowanie w gronie swojej rodziny jest sprawą ważną. Ale trudno zrozumieć, dlaczego stało się to ważniejsze od własnego, duchowego przygotowania? Dzieje się to poprzez uczestnictwo i przeżywanie razem z Chrystusem ostatniej wieczerzy, drogi krzyżowej i Jego śmierci na krzyżu. Bez takiego wejścia we współcierpienie z Chrystusem, w Jego mękę i śmierć, nasza radość z Jego ponownego przyjścia nigdy nie będzie tak pełna, jak mogłaby być.

Sprawdzam

Tu nasuwa mi się określenie „praktykujący, niewierzący”. Mimo, że jest ono niestosowane i samo w sobie sprzeczne – tak samo zresztą jak „wierzący, niepraktykujący” – powinniśmy się zastanowić czy poniekąd nas ono nie dotyczy? Czy nasze uczestnictwo w niedzielnej Eucharystii, przyjmowanie sakramentów, obchodzenie świąt nakazanych, przestrzeganie przykazań kościelnych jest związane z tym, co „gra” w naszych sercach?

Jeśli pragniemy spotkania z żywym Panem, chcemy być z Nim w chwilach słabości, to musimy się przygotować na pewną stratę i poświęcenie – stratę swojego czasu, swego życia i tego czym to życie wypełniamy. Tu nie chodzi o zwykłe wypełnienie obowiązku nakazanego przez Kościół, by zachować czystość własnego sumienia.

Przygotowując się na ponownie przeżywanie przejścia Chrystusa przez śmierć do życia, zastanówmy się nad naszą relacją z Nim w życiu codziennym. Prawdziwie i szczerze przygotujmy się na spotkanie z Jezusem, niekoniecznie tylko przez mycie okien czy pieczenie bab wielkanocnych.

Pamiętajmy… Jezus kocha nas na zabój.