Wizyta duszpasterska


dav

Gdy w całej Polsce trwa gorączka związana z Orszakiem Trzech Króli i wizyty duszpasterskiej, nasze bernardyńskie klasztory też rozgrzewa do czerwoności śpiew kolęd i gwar składach sobie życzeń noworocznych.

Niektórzy zadają sobie pytanie: po co przyjmować księdza pod swój dach?

Zwyczaj wizyty duszpasterskiej zrodził się już w starożytnym Rzymie. Wówczas odwiedzano się w styczniowe kalendy, które rozpoczynały nowy rok. Sam wyraz „kolęda” oznaczał pierwotnie pieśń noworoczną, śpiewaną podczas odwiedzin wiejskich gospodarzy. Ten zwyczaj został zaadoptowany przez Kościół, dołączając do niego błogosławieństwo domów w uroczystość Objawienia Pańskiego. Ze względów logistycznych (nie byłoby realnym odwiedzić wszystkie domy w jednym dniu) wizyta została rozłożona na czas poświąteczny.

W naszych klasztorach właśnie dzisiaj (6 stycznia) odbywa się wizyta duszpasterska przełożonego domu (czasem gościnnie biskupa miejsca) w celach poszczególnych braci. W tym roku w klasztorze kalwaryjskim taką wizytę odbył ks. abp Marek Jędraszewski. Krótka modlitwa, poświęcenie miejsca zamieszkania, okadzenie pokoju i złożenie życzeń na cały bieżący rok przez wszystkich zgromadzonych współbraci. W zależności od wielkości wspólnoty cała kolęda może zająć od kilkunastu minut do kilku godzin. Ten drugi przypadek znany jest naszym największym klasztorom w: Kalwarii Zebrzydowskiej, Leżajsku, Krakowie i Rzeszowie. Czemu to służy? Z pewnością umocnieniu wspólnoty oraz dzieleniu radości z najbliższych naszemu duchowi franciszkańskiemu świąt Narodzenia Pańskiego.

Wizyta duszpasterska to nie tylko błogosławieństwo domów, ale też (a może i przede wszystkim) spotkanie kapłana z parafianami. To spotkanie, choć może i często trudne, naznaczone jakimś sztywnym językiem, może stać się jedyną w swoim rodzaju szansą do bliższego kontaktu ze swoim duszpasterzem. Warto przełamywać stereotypy i zdobyć się na szczerą rozmowę z księdzem.