Powołani do szczęścia przez duże „S”


Nie ma na świecie nikogo, kto nie chciałby być szczęśliwym. W normalnej sytuacji człowiek czy jest tego świadomy czy nie, dąży do tego, aby zostać np. strażakiem, muzykiem, aktorem, księdzem czy kimkolwiek innym właśnie po to, aby to pragnienie szczęścia zaspokoić, żeby spełnić się w tym, co kocha i najlepiej, jeśli przynosi to pieniądze na życie jemu i jego rodzinie. I to jest dobre. Tylko czy to wystarczy do bycia szczęśliwym?

Jakiś czas temu na spotkaniu jednej ze wspólnot został poruszony temat powołania. Kapłaństwo, małżeństwo a może życie w samotności? Czego Pan ode mnie chce? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ma się całkiem spore szanse żeby ‘’trafić’’ w odpowiednie, w końcu jedna z trzech opcji, (czyli stosunkowo nie tak dużo) jest tą dla mnie, tak? A skoro tak to wybierając dobrze będę szczęśliwy, bo przecież to moje powołanie.

Oczywistym jest, że to nie takie proste, gdyby takie było to osoby spełniające się zawodowo byłyby najszczęśliwszymi ludźmi na Ziemi, natomiast ich życiorysy mówią nam dokładnie coś odwrotnego, że były (lub nadal są) nieszczęśliwe. Słuchając ich świadectw można zauważyć moment, w którym ich życie nabiera pewnej nowości, a oni sami zaczynają patrzeć na życie z innej perspektywy. Ludzie, którzy odkryli swoją pasję, pomimo ciężkich chwil wytrwali przy niej, spełniali się tak, że osiągali szczyt możliwości w danej dziedzinie stwierdzają, że to, co robili do tej pory tak naprawdę nie dało im nic do momentu, w którym spotkali Boga. Nasuwa się pytanie, to w takim razie, do czego Bóg mnie powołał skoro to, co było moją pasją, co robiłem do tej pory nie przyniosło mi odpowiedniej satysfakcji?

Wojciech Modest Amaro w jednym z wywiadów powiedział, że sukcesy, które się odnosi, ten napęd do działania nijak ma się do mocy, którą daje życie z Chrystusem. Wypowiedź prosta i konkretna pokazująca ten jeden detal. Obecność Jezusa. Można zaryzykować stwierdzenie, że Bóg nie powołuje człowieka ani do bycia księdzem, ani do życia w małżeństwie czy samotności. Jedyne powołanie, jakie Bóg przypisał do człowieka to powołanie do poznawania Jego. Jedyne pragnienie, jakie człowiek posiada to poznanie Boga. Wszystkie talenty, pasje, zawody etc., są jedynie narzędziem, przez które można poznać Pana. I tylko w tym celu, aby szukać, poznawać Chrystusa (siebie również) i dzięki temu pomagać innym Go poznać człowiek je posiada. I właśnie to przyniesie mu szczęście.

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi:
Bóg bowiem stworzył nas, byśmy Go poznawali, służyli Mu, miłowali Go, i w ten sposób doszli do raju. Szczęście czyni nas „uczestnikami Boskiej natury” (2 P 1, 4) i życia wiecznego. Wraz z nim człowiek wchodzi do chwały Chrystusa i do radości życia trynitarnego. (KKK 1721)

Poznawanie Boga i życie wieczne, taki jest nasz cel, a czy się do tego dochodzi poprzez bycie kapłanem, mężem czy żoną to sprawa drugorzędna.