Każdy z nas pewnie zna „Króla Lwa”. Przez cały film Simba próbuje zapomnieć o bolesnej przeszłości, uciekając od niej. Dopiero przypomnienie o tym, kim naprawdę jest, pomaga mu pokonać swoje lęki i objąć należną mu władzę. A kim jest Simba? Jest synem króla, prawowitym władcą Lwiej Ziemi. Kiedy wchodzi na skałę, zaraz przed wydaniem ryku, słyszy dochodzący z nieba głos jego ojca: Pamiętaj, kim jesteś. Ta pamięć pozwoliła mu powrócić do domu i pomagał mu zawsze, gdy wątpił w swoją tożsamość. Ciekawe, że w bajkach można tak bardzo nawiązywać do tego, do czego każdy z nas dąży… Prawda?

Pierwotne pytanie

Odpowiedź na to zasadnicze pytanie (kim jestem?) spędzała sen z powiek filozofom od wieków. Można by się nawet posunąć do stwierdzenia, że to właśnie od tej myśli powstała cała filozofia. Kim jestem? Wejście w głąb tego pytania rozpoczyna w nas samych wielką wędrówkę poznania samego siebie. Może się ona wydawać przerażająca, gdyż nie unikniemy spotkania z tym, co w nas samych nas przeraża. Będziemy musieli zmierzyć się z naszymi wadami, ułomnościami i niedoskonałościami. Fascynująca podróż może w końcu okazać się dla nas prawdziwą gehenną, odarciem z idealnej wersji siebie i przykrym pogodzeniem się z tym, że do perfekcji nam bardzo daleko. I tu warto zadać sobie dwa pytania: Czy koniecznie muszę być ideałem? Czy to odpowiada chrześcijańskiej wizji człowieka?

Bóg woła po imieniu

Osobiście uwielbiam obraz Boga jako garncarza, który lepi nas z wielką starannością, uwagą i miłością. Jako dobry garncarz zna każde swoje dzieło i rozpozna je, choćby stało wśród wielu podobnych mu dzieł. Idąc przez Stary Testament, poznając historie tych wszystkich, których Pan powołał, możemy zauważyć, że Bóg zawsze wzywa człowieka po imieniu. Tak woła Abrahama, Mojżesza, Samuela i wielu innych.  Ale jest pewna historia, która pokazała mi, jak Bóg zna nie tyle nasze imiona, co całych nas – z naszą przeszłością i przyszłością.

Najmniejszy wojownik

W Księdze Sędziów czytamy historię Gedeona. Dzieje się ona w czasach, gdy Izraelici walczyli z Madianitami. Napadali oni na Izraelitów, niszcząc ich pola uprawne, przez co Izrael ubożał i pozostawał bez środków do życia. Zaczęli błagać Pana o pomoc, a Bóg nie zostawił ich samych. Przyszedł do Gedeona, który młócił wtedy zboże na klepisku, żeby później je ukryć. I powiedział do niego: Pan z tobą, dzielny wojowniku! (Sdz 6, 12b). Trzeba tu zaznaczyć, że Gedeon był najmłodszym synem w najniżej postawionej rodzinie, w najmniejszym z rodów pokolenia Manassessa. Krótko mówiąc – był prawdopodobnie ostatnią osobą, o której pomyślałby Izrael, szukając między sobą kandydata na swojego wybawcę. A Bóg mówi do niego: Idź z tą siłą, którą masz w sobie, i wybaw Izraela z ręki Madianitów (Sdz 6, 14b).

Bóg nie mówi do Gedeona: najmniejszy, najuboższy, nic nieznaczący.  Mówi do niego „dzielny wojowniku”, ponieważ On widzi Gedeona jako tego, którego sam stworzył i do czego sam go powołał. Gedeon nigdy nie miał być „nikim” – miał być wojownikiem, który wyzwoli swój lud. Bóg nazwał go tak, jak sam go widział – bo widział, do czego Gedeon został stworzony.

Bóg spotyka nas tam, gdzie jesteśmy

Historia Mojżesza to jedna z tych opowieści, które każdy zna na pamięć. I w niej jest coś, co może pomóc nam odkryć, kim jesteśmy. Kiedy Bóg po raz pierwszy zwraca się do Mojżesza, mówi mu po imieniu: Mojżeszu, Mojżeszu. Jednak Mojżesz pyta Go: Kimże ja jestem? Jak mógł zasłużyć na takie powołanie, skoro kiedyś zabił człowieka? I Bóg nie mówi do niego: morderco, ale wzywa go po imieniu, ponieważ wie, do czego go powołuje. Bóg bierze Mojżesza z jego przeszłością, jego błędami i nie przeszkadza Mu to w posłaniu go do robienia wielkich rzeczy. Podobnie widzimy to w Nowym Testamencie, kiedy Jezus wybiera swoich uczniów i postanawia zaprosić do pójścia za Nim celnika Mateusza – człowieka, który oszukuje swój własny lud, zdradza go i pobiera za to pieniądze. A Jezus mówi właśnie do niego, bo widzi w nim kogoś więcej niż celnika – widzi go takiego, jaki został stworzony.

Bóg kocha człowieka tak bardzo, że jest gotowy spotkać go tam, gdzie teraz się znajduje, kim wydaje mu się, że jest. Ale zbyt mocno go kocha, by go tam zostawić, bo zawsze widzi w nim to, do czego został powołany.

Kim więc jestem?

Jak odnaleźć odpowiedź na pytanie: kim jestem? Jan Paweł II mówił, że człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa. Nie możemy, jako chrześcijanie, szukać siebie, tego, kim jesteśmy, równocześnie pomijając Boga, odrzucając swoje powołanie i to, do czego Bóg nas stworzył. Nie zrozumiemy sensu naszego życia, jeśli najpierw nie popatrzymy na nie oczami wiary, która mówi nam wyraźnie, że to w Jezusie jest nasze prawdziwe Życie, nasza Prawda i nasza Droga.

A kim jestem według Jezusa? Jestem tym, za którego On postanowił oddać swoje życie, choć znał każdy moment mojej historii i przyszłości. Nazwał mnie przyjacielem, bratem, siostrą. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał. (J 15, 15-17). Nie nazywa mnie grzesznikiem, kłamcą, złodziejem, zdrajcą, ale mówi do mnie po imieniu.

Kim jestem? Chciałabym znać odpowiedź, przez zwykłą ludzką ciekawość i niecierpliwość. Ale z drugiej strony podróż z Bogiem, który pokazuje mi przez całe życie, kim dla Niego jestem i do czego mnie stworzył, wydaje się bardziej fascynująca i na pewno warta czekania.

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak sam zostałem poznany.
(1 Kor 13, 12)