Jestem kochany


Kiedy sługa Boży głosił kazania w Toskanii, spotkał go tam pewien uczony dominikanin, ojciec Adeodat.

Rad jestem, że cię widzę, czcigodny Franciszku. Wielem o tobie słyszał. Zachwalają twą świętość wszyscy chrześcijanie od Asyżu aż po same Alpy. Wiara ludu wzrasta tam, gdzie głosi słowo Boże ów sławny kaznodzieja w podartym habicie.

Nie cieszy mnie ta sława, a ci, którzy opierają swą wiarę na głosicielu, budują dom na piasku.

Wiadomo, że chwały niebios – podjął dalej temat dominikanin – nie zdobywa się wąchaniem czyjejś sławy, ale czynami. Cnotami. Zwyciężaniem samego siebie.

Niektórzy budują swój obraz siebie na swoich zwycięstwach. Dobrze jest zwyciężać, szczególnie takiego przeciwnika, jak swoje ciało, ale zbawienie nie bierze się ze zwycięstw.

Biały habit dominikanina jak gdyby ściemniał na te słowa, ale po chwili jego właściciel uśmiechnął się:

Racja! Kiedy człowiek upada, ale ze szczerego serca wstaje, to jest droga do świętości, i to wznioślejsza od poprzedniej, bo naznaczona pokorą.

Niektórzy budują swój obraz siebie na swoich porażkach. Dobrze jest uważać siebie za najmniejszego z ludźmi, bo i zazwyczaj jest to prawda, ale zbawienie nie bierze się z odnoszonych porażek.

Tu ojciec Adeodat zasępił się. Jego oczy stały się na chwilę nieobecne. Być może odwrócił gałki oczne do środka głowy, by poszukać w niej czegoś na ripostę. Nagle ją dostrzegł.

Tak! Miłość! Miłość, drogi bracie. Apostoł mówi, że bez miłości nic nie wyjdzie nam na zbawienie. Kochać Boga z całego serca, a bliźniego jak siebie samego – wykrzyknął  – oto droga wzwyż!

Niektórzy budują swój obraz siebie na swojej miłości. Kochać Boga i bliźniego rzecz to najpierwsza z wszystkich. Ale zbawienie nie bierze się wysiłku mojego serca.

Na miłość Bożą, bracie Franciszku, to powiedz mi, z czego?

Z miłości, ale z miłości Boga do mnie. Bez niej nie wiedziałbym nawet, jak mam kochać. Powinieneś to wiedzieć, ojcze Adeodacie. A Deo datus* – bo wszystko jest łaską.

Tu dominikanin spuścił głowę, ale nie ze wstydu. Uświadomił sobie bowiem, jak bardzo jest kochany i jak bardzo to, o czym mówił, z tej miłości wynika.

 

* łac. „dany przez Boga”