Gdzie jest początek?

Pytanie o genezę własnego powołania zawsze pozostawia wiele niewiadomych. Zastanawiając się, co mogę na ten temat powiedzieć, przyszedł na myśl tytuł książki Jana Pawła II – „Dar i tajemnica”, w której opisuje swoją drogę na tron Piotrowy. Dar i tajemnica – dwa słowa, które przekazują całą prawdę, ale wskazują też na ostateczną niepoznawalność.

Na drodze rozeznawania powołania przychodzi moment, gdy stajemy przed wyborem. Z jednej strony perspektywa podjęcia pracy, założenia rodziny, a z drugiej – służba Bogu w Kościele. Przychodzi bunt, bo może niekoniecznie potrafimy to wewnętrzne pragnienie na początku przyjąć. Mówimy sobie – to nie dla mnie, jest tylu lepszych, ja już mam plan. Ale pójść za tym głosem, to tak, jakby zestawić ludzkie osiągnięcia z planem Boga i uznać Bożą propozycję za lepszą. Bo przecież dar Boga stokrotnie przewyższa to, co nawet ciężką pracą, ale tylko ludzkimi możliwościami, jesteśmy w stanie sobie zapewnić.

Czym więc jest „dar”?

Powołanie to dar, to wielka łaska wyboru. To nie człowiek staje się wielki, bo odpowiada na to powołanie. To Bóg czyni człowieka wielkim, dając mu udział w swoim kapłaństwie. Prorok Ozeasz tak przenikliwie mówi o istocie powołania: Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go (Oz 11, 4). Łaska buduje na naturze, toteż i Bóg, by do nas dotrzeć, wykorzystuje sposoby, które są nam najlepiej znane. Każdy z nas potrzebuje miłości, pragnie jej. Dlatego też powołanie kapłańskie czy zakonne musi wynikać z miłości. Bóg powołuje nas miłością. Nie mówi – „bądź moim niewolnikiem”, lecz – „nazywam was przyjaciółmi” oraz „powołuję Cię do większej miłości”.

Każdy z nas pamięta ten szczególny moment, gdy głos Boga był silniejszy. Kiedy tego wyraźnego poruszenia nie można było pomylić z niczym innym. Pamiętam, ile emocji wywołały we mnie słowa z Ewangelii świętego Jana: Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego (J 15, 15). Przyjaciel zostaje pociągnięty miłością, jest zaproszony do miłości doskonałej.

Powołanie jest darem, którego do końca życia nie sposób zrozumieć. Darem i wezwaniem do stania się w pełni człowiekiem. Jednakże Jezus wie, że jesteśmy tylko ludźmi słabymi, zdolnymi do upadku. Święty Ignacy Loyola mówił: Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie. Życie powołaniem to życie w relacji, w modlitwie, w zaufaniu. To przyznanie się do swojej słabości, mizerności, ale dawanie z siebie wszystkiego. A gdzie moja niemoc – tam zaczyna się potęga Boga.

A „tajemnica”?

Powołanie to także tajemnica. Bo dlaczego żyjąc w świecie, który krzyczy Róbta co chceta, znajdują się ludzie, którzy mówią wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść (1 Kor 6, 12a). Skąd w człowieku to pragnienie rezygnacji z tego co przyjemne, łatwe, ogólnodostępne?

Życie zakonne stawia wymagania, narzuca plan dnia, ograniczenia. Jednakże to wszystko także opiera się na wolności, wyborze. Największym wyrazem mojej wolności jest właśnie to, że ją oddaje, że chce się podporządkować woli przełożonego, a przez niego woli Boga. Po ludzku, zupełnie odwrócony porządek, no bo jak to, dlaczego dwudziestoparoletni mężczyzna musi prosić o pozwolenie, by położyć się później spać albo kupić sobie nowe spodnie. Toż to nieludzkie. Kiedyś czytałem artykuł, gdzie pewna kobieta, słysząc o życiu zakonnym, mówiła, że przecież to takie nieżyciowe. Zakony? W średniowieczu tak, ale teraz?

Powołanie to tajemnica i nie zrozumie jej ten, kto nie doświadczył miłości Boga. Mistrzowie życia duchowego radzą, że tam, gdzie kończy się moja wola, moje ja, tam zaczyna się wola Boga. To wybór, mój wybór. Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – mówi Pan (Iz 55, 8) – pisał prorok Izajasz. Życie zakonne ma być poszukiwaniem i wypełnianiem myśli Boga, jego woli. Ma być chodzeniem jego ścieżkami. Jest tajemnicą, której nigdy nie będziemy zdolni do końca odkryć. Dla mnie powołanie jest ciągłym poznawaniem Boga, poznawaniem jego woli względem mnie. Jest także bolesnym doświadczaniem moich braków i dążeniem do tego, by je niwelować.

Ale dlaczego bernardyni?

Gdy byłem w postulacie i mieliśmy napisać o sobie kilka słów, nie potrafiłem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego bernardyni. Teraz, po kilku latach, nadal mam podobnie. W końcu powołanie to tajemnica.

W Polsce i na świecie jest wiele zakonów, zgromadzeń zakonnych i instytucji życia zakonnego. Każda z nich ma swój charyzmat, zajmując się inną dziedziną życia zakonnego. Są dominikanie, powołani do kaznodziejstwa, bracia św. Alberta służący ubogim, werbiści dla misji czy kameduli dla życia kontemplacyjnego… i długo można byłoby tak jeszcze wymieniać.

Więc dlaczego bernardyni? Może to przykład życia braci z konwentu dukielskiego, może to szczególny charyzmat posłania franciszkanów do każdego człowieka. Może to ideał życia bez własności albo chęć stania się mniejszym. Może to bernardyński patriotyzm albo wyjątkowa kultura bernardyńska. A może to wszystko jednocześnie, bo przecież każda z tych rzeczy pociąga.

Jednakże mimo możliwych czysto ludzkich powodów, źródło naszego powołania musi być umiejscowione gdzieś indziej. Fundamentem musi być Chrystus – jak źródło, którego obfitość jest tak wielka, że nawadnia wszystkie drzewa i pola, które znajdują się przy jego dorzeczu. Tak jak żadna działalność Kościoła nie przyniesie owocu, gdy nie będzie czerpać z Chrystusa, tak też życie zakonne obeschnie, jeśli nie zaczerpnie z wody życia. Życie zakonne musi być żywe, konkretne. Obyś był zimny albo gorący (Ap 3, 15b) – pisze św. Jan w Apokalipsie. Obojętność zabija. Kiedyś przeczytałem słowa: Okrucieństwo Kalwarii było mu milsze niż nasza obojętność. Życie zakonne ma być życiem pełni, powołanie do miłości doskonałej musi stawiać wymagania.

A więc jak zacząć?

Mówiłem wcześniej, że to nie my robimy łaskę Bogu, że odpowiadamy na powołanie. To on obdarza nas ogromnym zaufaniem, powierzając tak wielkie tajemnice. Odkrywanie powołania to uznanie, że Bóg ma wobec nas plan. To odwaga, by odpowiedzieć na tę miłość miłością. To odpowiedzenie za Maryją: niech mi się stanie według Twojego słowa. Święty Franciszek powtarzał: Miłość jest niekochana. Odpowiedzieć na powołanie, to odpowiedzieć kochaniem Miłości – jedynej, czystej i doskonałej.

Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. (Łk 10,2)