A co jeśli nie będą nas już słuchać?


Ojciec Franciszek wraz z bratem Leonem przemierzali drogi Umbrii. Ich celem było Spoleto. Szli w milczeniu. Ostatnie wydarzenia wśród ludu, a szczególnie te, które dotyczyły kapłanów Bożych, nie napawały optymizmem.

Boję się, ojcze, że nasze głoszenie Ewangelii nie będzie mile przyjęte. Wiesz… – Leon potarł ręką siniak na czole, który powstał, gdy jakiś czas temu pewien wieśniak spod Asyżu wymierzył weń rzepą wznosząc okrzyk: „Masz, głupku!”

Lękasz się, bracie Leonie, owieczko Boża – rzekł spokojnie Franciszek – że ktoś może nie przyjąć głoszenia, ani głosicieli, a nawet ich prześladować? Lecz zostaliśmy powołani nie tylko do tego, by głosić Imię Jezusa, ale by dla tego Imienia cierpieć niesprawiedliwe traktowanie, należne komuś innemu. – Tu zamilkł, lecz po chwili dodał – A pamiętasz, co ci mówiłem o radości doskonałej?