Wielkanoc bez spowiedzi?


Zawsze tak było…

Przywykliśmy do przedświątecznych kolejek do konfesjonałów – my jako penitenci i my jako kapłani. Dla wielu ludzi z trudnością przychodzi przywyknąć do myśli, że te święta będą zupełnie inne od poprzednich. Niektórzy mówią, że właściwie zaniknął już sens przedświątecznych porządków w domu – bo niby dla kogo skoro goście nie przyjdą?! Czy tak samo jest ze spowiedzią? Nie ma już po co?

Dla mnie osobiście to dziwny i trudny czas. Zawsze o tej porze przyzwyczajaliśmy się do siedzącego trybu życia przy szafowaniu rozgrzeszeniem, nawet po kilka godzin dziennie. Teraz tak nie ma – siedzimy, ale przy nadrabianiu prac biurowych. Sakramenty sprawujemy kameralnie, no może z licznym udziałem „podglądaczy” Mszy świętych. Teraz przeraża nas widok kilku osób oczekujących na spowiedź („żeby tylko nie było tłoku…”). Na potęgę dezynfekujemy klamki i ręce. Każde kaszlnięcie interpretujemy jako możliwy sposób transmisji wirusa. Gdzieś z tyłu głowy jest obawa, że możemy niechcący przynieść „coś szkodliwego” naszym starszym współbraciom.

Prawie bezdzietne ojcostwo

Trudno rozpatrywać swoje powołanie bez odniesienia do człowieka. Ksiądz zawsze jest dla kogoś do dyspozycji, by udzielić sakramentów. Nie zawiesiliśmy tej misji, ale ograniczenia (jak najbardziej słuszne) dają się we znaki. Kapłan w końcu jest niejako pośrednikiem między wspólnotą a Bogiem. Tutaj ta relacja nie ma teraz takiego przepływu jak zawsze.

Tak, staramy się jako Kościół być bardziej w „Internetach”… Czasami może aż za bardzo i z wątpliwą jakością treści. Zawsze pozostaje pytanie: na ile to zwykłemu katolikowi jest pomocne a na ile daje przesyt? Nawet najlepsza transmisja czy rekolekcje on-line nie zastąpi nam jednak prawdziwego sakramentu, do którego konieczna jest fizyczna obecność. Ta sytuacja pokazuje nam coś ważnego, czego istotę zdaje się zgubiliśmy.

Postój obowiązkowy

Chodzi o pragnienie, które chyba uśmiercaliśmy rosnącymi potrzebami życia. Mieliśmy coraz więcej i szybciej… wszystkiego i na różne sposoby! Nie brakowało nam pieniędzy, jedzenia, form rozrywki… Brakowało nam tylko czasu. I teraz Bóg dał nam świetną okazję do zatrzymania się i zweryfikowania tego.

Mamy ograniczone możliwości korzystania z uroków przychodzącej wiosny, spotkań rodzinnych i towarzyskich. Czujemy dyskomfort z tego powodu. Do tego dojdzie jeszcze deficyt pieniędzy, bo z pewnością przyjdzie kryzys ekonomiczny. Mieliśmy wiele potrzeb zaspokojonych, mamy lub będziemy mieli wiele potrzeb niezaspokojonych. A gdzie w tym wszystkim są pragnienia?

Chcę… ale czego?!

Na początek warto to sobie usystematyzować. Pragnienia to nie potrzeby. To są dwie różne rzeczywistości, które kształtują nasze życie. Potrzeba to uświadomiony stan braku czegoś, co w mniejszym lub większym stopniu jest nam niezbędne do psycho-fizycznego funkcjonowania. Bardziej więc potrzeby wiążą nas z ziemią.

Natomiast pragnienie jest tęsknotą za tym, czego się jeszcze nie posiada lub posiada w niewystarczającym stopniu i mają związek z duchowym wymiarem człowieka. Pragnienia wiążą nas po prostu z niebem. Im więcej uwagi przywiązujemy do potrzeb, tym bardziej zagłuszamy w sobie pragnienia prowadzące nas do Boga. Ten czas, gdy potrzeby są albo ograniczone, albo niemożliwe do zrealizowania pokazuje nam sens pragnień.

Kopiemy w głąb

Nie możesz iść do spowiedzi? Dlaczego nie zrobisz sobie porządnego rachunku sumienia? Dlaczego nie poświęcisz większej ilości czasu na szczerą rozmowę z Bogiem? Przecież każdy grzech to tak naprawdę dawanie Bogu do zrozumienia, że jest dla nas nieistotny, że mamy lepsze opcje szczęścia dla siebie. Chcesz naprawić z Nim swoją relację i wejść z Nim w Komunię? Zacznij od rozmowy i jasnego postawienia sprawy. Nie pogodzisz się z żadnym swoim przyjacielem (tym bardziej z Bogiem), jeśli przykryjesz konfliktową sytuację milczeniem.

W każdym naszym pragnieniu jest ślad pragnienia Boga. Jakiego? Pragnienia dzielenia się z nami miłością, bycia dla człowieka szczytem pragnień. Wszystko, co zrobił motywował dobrem człowieka: stworzył świat, zawarł z nim przymierze, wyprowadził z niewoli, aż wreszcie sam poniósł śmierć na krzyżu i dokonał odkupienia z grzechu. On nie zrobił tego „dla siebie”.

Doskonały żal za grzechy motywowany jest właśnie miłością do Boga, a nie trwogą przed konsekwencjami grzechu. Tu jest istota naszej potrzeby spowiedzi. Nie po to, aby stało się zadość tradycji, czy oczekiwaniom najbliższych. Rozbudź w sobie to pragnienie szczerego stanięcia przed Bogiem – teraz może tylko na modlitwie… przyjdzie czas i na spowiedź. To dobra nauka dla nas wszystkich, aby nie iść do spowiedzi „z biegu”, bez refleksji i szczerej modlitwy.

A co z Komunią?

Nie możesz przyjąć Komunii świętej? Obudź w sobie pragnienie jedności z Jezusem. Zamknij oczy, wyobraź sobie, że przychodzi do Ciebie… przyjmujesz Jego Ciało, chcesz trwać w zażyłej przyjaźni z Nim. Mów Mu o swojej tęsknocie. Komunia duchowa ma swoją wielką wartość i może nam pomóc docenić wartość Eucharystii. Nie jest jedynie „tanim zamiennikiem”. Oczywiście nie jest tym samym co fizyczne przyjęcie Ciała Chrystusa. Ale pomaga wchodzić w głębię jedności z Jezusem Eucharystycznym.

Pamiętajmy jednak, że Komunię duchową wyklucza grzech ciężki – siłą rzeczy taki grzech zrywa naszą relację z Bogiem. Możemy wtedy tęsknić za Nim, ale nie wejdziemy w jedność z Nim bez spowiedzi lub szczerego żalu za grzechy (gdy nie możemy na dzień dzisiejszy przystąpić do spowiedzi).

Więc duchowe embargo?

Czy więc w takich okolicznościach konfesjonały zajdą pajęczynami? Niekoniecznie.

Jeśli nie masz grzechów ciężkich na swoim sumieniu, nie szukaj na razie spowiedzi. Żal za grzechy zupełnie wystarczy. W końcu taki akt pokuty jest na początku każdej Mszy świętej i nie jest tylko pro forma – faktycznie odpuszcza grzechy lekkie.

Jeśli jednak masz grzechy ciężkie, a nie jesteś chory lub na obowiązkowej kwarantannie, to możesz pójść do spowiedzi. Jednak pamiętaj, że na tą obowiązkową dla wszystkich katolików spowiedź „raz do roku” masz tak naprawdę czas do Uroczystości Trójcy Przenajświętszej, czyli w tym roku do 7 czerwca włącznie. Tutaj kluczową rolę ma też Twoja ocena zagrożenia. Jeśli boisz się, że możesz zostać zarażony lub niechcący zarazić swoich bliskich, to zostań w domu. Trudno było by o dobrze odprawioną spowiedź, jeśli strach miałby bardziej Cię ogarniać od żalu za grzechy.

Zdecydujesz się pójść do spowiedzi? Zachowaj wszelkie zalecane środki ostrożności. Pamiętaj też, że to nie jest dobry czas na długie spowiedzi. Bądź konkretny – w końcu najważniejsze w tym wszystkim jest rozgrzeszenie. Jeśli masz obawy czy pójść do kościoła, w którym jest dyżur spowiedzi, to może umów się na spowiedź na konkretną godzinę. Wiele parafii i klasztorów daje taką możliwość. Wyszukaj tą najbliższą i napisz maila, SMSa lub zadzwoń do parafii lub konkretnego księdza. Dziś możliwości jest naprawdę wiele.

Działaj!

Nikt Cię nie odcina od Boga! Pytanie brzmi jednak: Czy Ty sam nie odcinasz się od Niego? Zdmuchując świecę nie ogrzejemy rąk nad płomieniem, ani nie skorzystamy ze światła, które daje. Podobnie rzecz ma się z naszymi duchowymi pragnieniami – gasząc je nie możemy liczyć na dobrą modlitwę i owocny udział w sakramentach. Zadbaj najpierw o pragnienia, szczerą tęsknotę za Bogiem i rozmowę z Nim.

Nie zaniedbaj przy tym tego, co na zewnątrz. W końcu w stanie „byle-jakiego porządku” wokół siebie trudno o dyscyplinę w kwestii wewnętrznego porządku. Posprzątaj dom, weź kąpiel lub prysznic, wymaluj się (dotyczy tylko płci pięknej!), ubierz odświętnie i świętuj tajemnice paschalne. Sytuacja nie może zabić w Tobie duchowej radości. Blisko jest nasze odkupienie!