Dnia 20 października 2026 r. w Bazylice Matki Bożej Anielskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej odbyły się uroczystości pogrzebowe śp. o. Mansweta – wieloletniego duszpasterza Polonii w Anglii oraz wychowawcy w Kalwarii Zebrzydowskiej. Ostatniej drodze Zmarłego towarzyszyli współbracia zakonni na czele z Ministrem Prowincjalnym o. Egidiuszem Włodarczykiem, a także rodzina, przyjaciele i licznie zgromadzeni wierni.
Na początku liturgii zgromadzonych w bazylice powitał kustosz sanktuarium, o. Cyprian Moryc. Mówił o siostrze śmierci, która gromadzi wspólnotę wokół współbrata wezwanego do Ojczyzny Niebieskiej, podkreślając przy tym, że uroczystość pogrzebowa w miejscu pielgrzymkowym pozwala głębiej zrozumieć naszą ziemską tożsamość – wszyscy bowiem jesteśmy pielgrzymami zdążającymi do Domu Ojca.
Homilię wygłosił o. Bolesław Opaliński, a punktem wyjścia do jego rozważań stał się wiersz Leopolda Staffa pt. „Ostatni z mego pokolenia”, w którym poeta pisał o miłości do człowieka i przyrody, wolności oraz godzeniu się z przemijaniem. Kaznodzieja zauważył, że strofy te w niezwykły sposób odzwierciedlają postać Zmarłego. Urodzony w dzień św. Franciszka w 1934 roku o. Manswet był bliźniakiem (z siostrą Apolonią) i ostatnim z dziesięciorga dzieci Feliksa i Antoniny. Wychował się w cieniu wojennej okupacji w Jaworznie. Jego starsi bracia walczyli w Armii Krajowej, co sprawiło, że duchem patriotyzmu oraz żywą pamięcią o trudnych powojennych prześladowaniach żył do końca swoich dni.
Po pracy w kurii krakowskiej u boku abp. Eugeniusza Baziaka, skąd musiał odejść przed grożącymi aresztowaniami ze strony władz komunistycznych, w 1952 roku wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych, a święcenia kapłańskie przyjął z rąk bp. Karola Wojtyły. Ojciec Bolesław w barwny sposób przybliżył zebranym kluczowe etapy jego bogatego życia.
Znaczącą częścią jego posługi było 26 lat spędzonych w Anglii pośród polskiej emigracji, byłych żołnierzy Armii Andersa i kombatantów. Ojciec Manswet był zapalonym pasjonatem historii bitwy pod Monte Cassino i słynnego misia Wojtka. Swoją pracę traktował jak posługę Dobrego Samarytanina – nieustannie odwiedzał chorych w szpitalach i domach opieki, zawsze przynosząc ze sobą drobną słodycz, bo po prostu nie potrafił nie podzielić się tym, co miał.
Nawiązując do słów Staffa o miłości do stworzenia, kaznodzieja wspominał także, że o. Manswet z każdej uroczystości zabierał z kuchni kości dla psów. W Alwerni, gdzie przepracował 21 lat, stworzył tzw. „Ranczo św. Franciszka”, dbając o kwiaty, organizując ogniska i pieczenie ziemniaków. Współbracia żartobliwie nazywali go „zaklinaczem ognia”, gdyż potrafił od jednej zapałki rozpalić każdy kominek.
Był przy tym człowiekiem wolnego ducha, wielkiej miłości do rodziny i niezwykłej pamięci. Do późnej starości pamiętał imiona i nazwiska nie tylko krewnych, ale i sąsiadów z dawnych lat, dopytując o ich dzieci i wnuki. Słynął też z ogromnego dystansu do siebie i życzliwego humoru. Kaznodzieja wspominał sytuację, gdy jeden ze zmęczonych katechetów narzekał przy stole: „Tak mnie wkurzyli dziś w szkole, że chyba mnie pochowasz”, na co o. Manswet z uśmiechem zapytał: „Co, bawicie się w chowanego?”.
Ojciec Bolesław zauważył, że gdyby spisano dzieje Zmarłego na wzór średniowiecznych przekazów, powstałyby z pewnością bogate „Kwiatki Ojca Mansweta”. Przypomniał również, jak św. Franciszek rozpoczynał swoje kazania od słów rycerskiej pieśni: „Tak wielkiego dobra się spodziewam, że wszystkie cierpienia i trudy są mi słodyczą i rozkoszą”. Patrząc na życie śp. o. Mansweta, kaznodzieja podkreślił, że on właśnie w taki sposób do wszystkiego podchodził – wszelkie trudy i choroby były mu słodyczą, bo nosił w sercu niewzruszoną pewność dobra obiecanego przez Boga.
Na koniec liturgii słowa wdzięczności do zebranych skierował dyrektor Infirmerii św. Szymona z Lipnicy, br. Zacheusz Rąpała. W szczególny sposób podziękował pracownikom medycznym i opiekunom za pełną miłości opiekę nad chorym o. Manswetem. Przytoczył także poruszający epizod z ostatnich chwil Zmarłego: gdy w piątkowy wieczór pytał go, czy wszystko w porządku, o. Manswet odpowiedział cicho: „Może być”. Brat Zacheusz wyraził głęboką nadzieję, że dzisiejszą uroczystość i wspólne pożegnanie o. Manswet ocenia z góry dokładnie tak samo.
Po zakończonej Eucharystii kondukt pogrzebowy udał się na klasztorny cmentarz przy kalwaryjskich Dróżkach, gdzie ciało śp. o. Mansweta złożono w zakonnym grobowcu.
fot. Paweł Babik

























