Odkrywcza oczywistość

Bez wątpienia jest wiele skomplikowanych tematów, którymi interesujemy się przez dłuższy okres czasu lub po prostu mamy z nimi styczność. Staramy się wtedy jeszcze bardziej je zgłębiać. Ciekawe jest to, że często przełomowym momentem w zrozumieniu danego zagadnienia są proste rzeczy. To znaczy, im głębiej jesteśmy zanurzeni w konkretny temat, tym większe jego zrozumienie przychodzi przez proste rozwiązania, pewne oczywistości, proste z pozoru.

Piszę o tym, ponieważ jakiś czas temu natrafiłem na pewien wykład dotyczący Biblii, który trafił do mnie taką właśnie prostotą, oczywistą myślą, którą chciałbym się podzielić. Zastanawiała mnie kwestia sposobu czytania Pisma Świętego, a konkretnie jak dane fragmenty rozumieć. Jeszcze konkretniej to wyrażając, nurtowała mnie kwestia, co z tym słowem robić… Czy słowo Boga próbować wpleść do mojego życia, czy może to życie dostosować do Słowa? W skrócie – jak mam się w tym odnaleźć? Na jedno i drugie pytanie można (powinno się) odpowiedzieć twierdząco, nie wykluczając żadnego z nich. Tylko… zupełnie nie o to chodzi.

O kim mówi Biblia?

Autor wspomnianego wykładu, rozpoczął go stwierdzeniem, że Biblia nie opowiada o człowieku, tylko o Bogu. I to jest ta myśl, która zmieniła moje patrzenie. Myśl prosta, bo o kim innym ma opowiadać Biblia? Jednocześnie dla mnie była to myśl odkrywcza – to nie ja siebie mam w niej odnaleźć, ale Boga. Oczywiście są to istotne elementy korzystania ze słowa Pana, np. weryfikowanie własnego modelu życia poprzez Pismo. Nie to jednak powinno być naszym głównym założeniem przy studiowaniu Biblii. Ta ewentualna zmiana życia ma być wypadkową tego, że odnajduję Chrystusa w tym Słowie. On jest w centrum każdej strony Pisma Świętego. Biblia najpierw powinna mi pozwolić odnaleźć Boga, a dopiero później mogę próbować odnaleźć w niej swoją osobę.

W takim kontekście należy być bardzo ostrożnym, gdy próbujemy poszukać siebie w którejś z historii zawartych w Piśmie Świętym. Ostrożnym, ponieważ współczesny człowiek jest tak zapatrzony w siebie i skoncentrowany na sobie, że nawet Biblię chciałby podporządkować swoim egoistycznym celom. Trudno nie odnieść wrażenia, że człowiek często ma pokusę tworzenia z Biblii książki o sobie samym, w której znajdzie receptę na sukces i udane życie, w której będzie szukał odpowiedzi jak być lepszym pod każdym względem. Problematyczne w takim podejściu jest to, że mimo dobrych intencji, to już nie Chrystus jest centrum, tylko moje ja. To jednak nie człowiek ma być cierpliwy, łaskawy, nie zazdrościć… (1 Kor 13, 1-13), ale Chrystus w nim ma działać właśnie w taki sposób. Nasza praca ma polegać na stworzeniu Mu do tego przestrzeni w nas.

Ego vs. prawda

Podobny schemat można zauważyć nie tylko w bezpośrednim odniesieniu do Biblii. Człowiek poszukuje szczęścia, co samo w sobie jest oczywiście słuszne. Odnoszę wrażenie, że na tej drodze poszukiwań robi wszystko, tylko nie patrzy na Chrystusa. Analizuje siebie, swoje życie, przyczyny złego lub dobrego czasu w życiu, postanawia walczyć ze swoimi słabościami etc. Stawia siebie w centrum, swoje przeżycia, doświadczenia, po czym zastanawia się jakby je „uzdrowić” uciekając się do różnych, coraz to nowszych metod poprawy swojej osoby.

Nie chodzi tutaj o to, aby nie dbać o własne zdrowie w ten czy inny sposób. Niemniej jednak warto zapytać samego siebie: Czy przypadkiem nie wpadłem w pułapkę własnego ego? Na ile jestem skoncentrowany na sobie samym, a na ile na Chrystusie?

To On jest Prawdą, która nas wyzwoli.