Głosić czy się nie wychylać?


Obraz Kościoła wśród ludzi, którzy nie mają z nim za dużo wspólnego jest różny. Zależy on m.in. od tego jak zostali oni wychowani, czy też z jakich źródeł korzystają, aby się czegokolwiek o nim dowiedzieć. Oczywiste jest to, że bardzo dużo informacji czerpie się z telewizji bądź z Internetu. Niestety oczywiste jest również to, że bardzo często są to informacje zmanipulowane. Jest to sytuacja, na którą większego wpływu nie mamy. Możemy wyrazić swój sprzeciw komentując dany artykuł, w którym autor dopuszcza się manipulacji, ale w praktyce daje to tyle, co nic, a zasięgi takiego komentarza są tak duże, że nikt oprócz nas samych nie wie, że on istnieje.
Zależy on również od tego, jakie ci ludzie mają doświadczenie Kościoła, Boga w swoim życiu. I tutaj już wpływ na to mamy ogromny.

Kościół tworzy każdy z nas i każdy z nas daje o nim świadectwo – czy jest tego świadomy czy nie. Każdy z nas ma również nakaz misyjny, mamy głosić Chrystusa, świadczyć o Nim i o Jego Kościele. Trzeba głosić Ewangelię każdemu i w każdym czasie, tylko trzeba to robić umiejętnie. Stąd najlepsze, co możemy zrobić, aby przyciągnąć kogoś do Kościoła, to rozwijanie siebie i naszej osobistej relacji z Bogiem. Dopiero człowiek, który ma tę relację, może o niej opowiedzieć drugiej osobie. W innym przypadku będzie to pusta teoria. Dopiero człowiek, który rozwija się i wie, co jest jego mocną, a co słabą stroną; co jest jego pasją, a co jest tym, w czym nie czuje się dobrze, może pomyśleć nad tym, jak w tym wszystkim głosić Pana. Nie na odwrót. Bo jak powiedział o. Leon Knabit OSB: „Z gębą jak cmentarz świata nie zbawisz”.

Moje osobiste głoszenie Chrystusa nie ma polegać na tym, że wynajduję coraz to bardziej nowatorskie sposoby trafiania do jak największej grupy ludzi (np. staram się z siebie zrobić tancerza czy rapera tylko dlatego, bo jest to modne i mogę tym trafić do większego grona osób).

Moje osobiste głoszenie Boga ma polegać na tym, że odkrywam to, czym On mnie obdarował i co potrafię robić dobrze jakościowo. W tym próbuję znaleźć przestrzeń do mojego głoszenia. Wtedy nie będzie to mój obowiązek, który jest ciężarem. Nie będę tego robił na siłę i będzie mi to sprawiało przyjemność i zbliżało do Boga. Dzięki temu ja sam będę szczęśliwy, a to chyba jest najlepsza reklama Kościoła.