Wizyta braterska w Ekwadorze


W trwającym obecnie Nadzwyczajnym Miesiącu Misyjnym o. Konrad Cholewa, Definitor naszej Prowincji, odwiedził braci pracujących na misji Guayzimi w Ekwadorze. Zamieszczamy przesłaną przez niego relację oraz kilka fotografii.

 

Drodzy Współbracia, Bracia i Siostry, Przyjaciele misji!

Piszę, będąc jeszcze w Guayzimi. Na początku pragnę podziękować Bożej Opatrzności, a także Prowincjałowi, o. Teofilowi Czarniakowi, za to, że w trwającym miesiącu misyjnym dane mi jest odwiedzić naszych misjonarzy pracujących w Ekwadorze. Bracia: o. Augustyn Bielak i o. Tymon Dolański sprawują opiekę nad naszą misją w Guayzimi. Pobyt w tym miejscu jest dla mnie głębokim doświadczeniem wiary i jedności Kościoła powszechnego. Tym doświadczeniem chciałbym się z Wami podzielić.

Podróż

Do Ekwadoru wyruszyłem z o. Tymonem, który wracał na misję z wakacji spędzonych w Polsce. Aby dotrzeć z Polski na misję w Ekwadorze  trzeba było najpierw spędzić wiele godzin w podróży. Okazuje się, że nie jest to takie proste, a do tego bardzo wyczerpujące fizycznie: trzykrotne przesiadanie się do samolotów i kilkugodzinne oczekiwanie na lotniskach.

Po dotarciu do miasta Guayaquil na zachodnim wybrzeżu Ekwadoru radością było dla nas, gdy zobaczyliśmy twarz oczekującego na nas na lotnisku o. Augustyna. Z nim udaliśmy się w dalszą, ośmiogodzinną wyprawę samochodową przez góry do misji Guayzimi.

Praca misyjna

Obserwując pracę misyjną naszych Współbraci w Ekwadorze, podzieliłbym ją na dwa wymiary. Pierwszy wiąże się z codzienną pracą parafialną w dwóch miasteczkach: Guayzimi i Zurmi. Codzienna Msza św. i posługa sakramentalna, odwiedziny chorych, dbałość o katechizację dzieci i młodzieży, praca kancelaryjna… – jednym słowem to wszystko, czym zajmują się także bracia naszej Prowincji w każdym klasztorze i parafii.

Drugi wymiar, to posługa w kilkunastu wioskach oddalonych czasami o kilkadziesiąt kilometrów od domu misyjnego. Dotarcie do wiosek wymaga odbycia pochłaniającej czas podróży samochodem po „drogach”, przeprawy łódką po rzece i pieszej wędrówki przez dżunglę amazońską. Wszystko po to, aby zanieść Chrystusa do tych, którzy mieszkają w najbardziej oddalonych zakątkach misji.

Kilka przemyśleń z pobytu na misji

Czas spędzony na misji w Ekwadorze uświadomił mi, jak bardzo potrzebni są kapłani, zakonnicy, siostry zakonne, których Pan Bóg obdarza tym szczególnym powołaniem; jak bardzo potrzebna jest modlitwa za misjonarzy i misjonarki; jak bardzo potrzebny jest przeżywany miesiąc misyjny, aby dziękować Bogu i prosić o nowe jutro dla pracy misyjnej.

Głębokim przeżyciem było dla mnie spotkanie z miejscową ludnością. Są to ludzie radośni, otwarci, życzliwi, darzący siebie i innych wielkim szacunkiem, a jednocześnie bardzo ubodzy. Patrząc na warunki, w jakich mieszkają, utwierdzam się w prawdzie, że dom to nie budynek (w tych warunkach wystarczy, że ma dach, bo pada tutaj codziennie), ale dom to mieszkający w nim ludzie.

Urzekająca jest ich spontaniczność. Przyjechaliśmy do wioski z o. Tymonem na Mszę św. Miała być o godzinie 9:00. Przybyliśmy 10 minut przed czasem. Kościół zamknięty, brama zasunięta, nikogo nie było. Ogarnęło mnie zdziwienie. O. Tymon z uśmiechem powiedział mi: „spokojnie”. Kiedy zobaczyli stający przed kościołem samochód, zaczęli się schodzić. A kiedy usłyszeli dzwonek, kościół wypełnili w całości. Msza św. rozpoczęła się punktualnie o 9.00.

Moi Współbracia, o. Augustyn i o. Tymon, dali mi lekcję prawdziwego braterstwa. Dziękuję im za ten czas. Nie chodzi tutaj o pokazanie misji i pracy misyjnej, bo tego nie da się pokazać w kilka dni. Nie wiem, czy w ogóle można to pokazać, to trzeba raczej przeżyć, czuć i tym żyć. Dziękuję im za to, że daleko od Ojczyzny, daleko od rodziny, Współbraci i Prowincji, żyją po bratersku, modlą się razem, szanują i dają świadectwo prawdziwie ewangelicznego życia. Dziękuję, że są z mieszkającymi tutaj ludźmi. Dziękuję, że mam takich Współbraci, którzy sami poświęcają tak wiele i mnie uczą poświęcenia.

Nawet tak krótki czas pokazał mi, jak bardzo Pan Bóg czuwa nad misjonarzami. Wracaliśmy z dżungli. Droga nie była łatwa – przez las, w błocie, z dala od ludzi… o telefonicznym zasięgu można tylko pomarzyć. Panie Jezu, dzięki Ci, że koło w samochodzie przebiliśmy, będąc już bliżej „cywilizacji”!!!

Końcowa zachęta dla wszystkich

Tym razem dane mi było odwiedzić braci w Ekwadorze. Ale są też inni z naszej Prowincji, którzy pracują w Argentynie, czy Republice Demokratycznej Konga. Módlmy się Siostry i Bracia za misje i misjonarzy! Wspierajmy ich! Napiszmy, zadzwońmy! A jeśli mamy możliwość, to odwiedźmy, bo bardzo tego potrzebują!!!

Pokój i dobro!

o. Konrad Cholewa OFM
Definitor Prowincji