Pogrzeb śp. o. Pacyfika


Ufamy że o. Pacyfik usłyszał od Chrystusa słowa: „Pójdź sługo wierny!” Był on wierny misji którą otrzymał: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię” – takimi słowami bp Edward Białogłowski rozpoczął Mszę św. pogrzebową śp. o. Pacyfika Czachora, która miała miejsce w poniedziałek 21 września w Bazylice Zwiastowania NMP w Leżajsku.

W koncelebrze obecni byli licznie zgromadzeni Współbracia na czele z Ministrem Prowincjalnym, o. Teofilem Czarniakiem. Na pogrzeb Współbrata z misji w Kongo przybyli również nasi misjonarze: o. Józef Kot i o. Jacek Janas, przebywający w tym czasie na urlopie w Polsce. Wokół trumny z ciałem śp. o. Pacyfika zgromadziła się jego rodzina i znajomi z rodzinnej Hadykówki i z parafii Cmolas w Archidiecezji Przemyskiej.

Kazanie pogrzebowe wygłosił o. Jarosław Kania – dawny misjonarz w Demokratycznej Republice Konga. Kaznodzieja już na początku zaznaczył, że Zmarły dołączy na zakonnym cmentarzu do innego kongijskiego misjonarza, o. Remigiusza Wawro.

Do długiej listy dobrych Pasterzy, którzy przeszli przez kongijską ziemię dopisujemy dzisiaj, po o. Remigiuszu Wawro, o. Janie Filusiu, o. Maurycym Oramusie,  o. Wincentym Guzku jeszcze jedno imię: imię  o. Pacyfika Czachora.

Nikt z nas nie decydował, w jakich czasach, pod jaką szerokością geograficzną i z kim będzie żył. To Bóg, który jest Ojcem wszelkiego stworzenia, dał nam te istotne dla życia okoliczności. On też decyduje o czasie jego trwania. On wybiera moment odejścia człowieka z tego świata. (…)

Św. Paweł mówi, że są trzy siostry: wiara, nadzieja i miłość. Wiara jest początkiem, jakąś naszą decyzją, że chcemy nasze życie związać z Kimś, Kogo nie rozumiemy. Ale ona jest za mała. Kiedy wierzymy, to pojawia się druga: nadzieja. Z wiary w Boga rodzi się nadzieja, która daje więcej siły na momenty, w których świat się wali. Nadzieja, że On nas nie zostawia, że nie zostawił o. Pacyfika, nie zostawia ani nas – jego Współbraci, ani  jego rodziny, że nie zostawia nikogo z nas, w momencie, który moglibyśmy nazwać „ciemną dziurą”. Nadzieja jest jednak przedsionkiem tego, co najważniejsze – miłości. (…)

Gdy o. Pacyfik pracował jako katecheta w naszym klasztorze w Radomiu, jedna z ówczesnych jego scholanek napisała po latach: „Pamiętam jak w 1971 r. wyjeżdżał z radomskiego klasztoru na misje i jak trudno było nam się z nim rozstać. Był dla nas ojcem i pozostał do dziś. Osobiście ciągle mogę liczyć na jego modlitewne wsparcie, a ja ze swej strony noszę w sercu przez wszystkie lata troskę o misje”.

Ilu ludzi zaraził on misjami? Ilu zmobilizował do pomocy? Ilu ludziom przez to wiarę wzmocnił?

Tam w Radomiu sam Chrystus zaprosił go do pracy na Czarnym Lądzie dokładnie 22 lutego 1970 r. W tym dniu do radomskiego klasztoru przyjechali współbracia z Belgii i prosili o pomoc dla ich misji w Kongo.
O. Pacyfik napisał później do Prowincjała: „Po przemyśleniu i przemodleniu prośby Ojców Misjonarzy z Konga zgłaszam chęć wyjazdu na misje do Konga. Wydaje mi się, że wstępując do Zakonu miałem pragnienie złożenia większej ofiary  z siebie Bogu, niż mogę to realizować w naszej Prowincji w Polsce. W sercu czuję radosne pragnienie złożenia całego mojego życia, w nadarzającej się  okazyjnie, misyjnej pracy wśród pogan, w Kongo”.

I Bóg od 17 sierpnia 1971 r. kiedy wylądował w Lubumbashi zaczął zapisywać nową, bogatą kartę w jego życiu i życiu naszej Prowincji. Pełnił posługę misyjną przez czterdzieści osiem lat. Doskonale rozumiał wyzwania czasu i oczekiwania wspólnot kościoła misyjnego w Kongo i wiernych w Luabo, w Kabondo-Dianda, Konkondji, Kaminie i Bukamie. Jego dobre czyny, Jego sumienna i cierpliwa i niekiedy pionierska praca, jego miłość ku Kościołowi są znane i wysoko cenione. W Jego długim misjonarskim życiu ujawniły się liczne talenty i zdolności, nie tylko te duszpasterskie, ale też organizacyjne i budowlane. Jego pionierskim pomysłem, a potem oczkiem w głowie, była budowa Centrum Katechetycznego w Kakole w diecezji Kamina gdzie kształci się ludzi do pracy katechetycznej. Na wielkiej misji w Kinkondji na pobliskiej górze wybudował Drogę Krzyżową i monumentalny krzyż, który jest i będzie drogowskazem dla ludzi żeglujących przez jezioro Kisale. To był znak, takie jego wyznanie wiary w moc Krzyża i w moc Zmartwychwstania.

W Kaminie i jej buszu budował kaplice i misję. W Bukamie budował nowy kościół i nową parafię a także krzyż, jeszcze większy niż ten w Kinkondji. Swą miłość do Matki Bożej zaznaczył terenami ziemi przeznaczonymi dla Jej kultu, tworząc tzw. Domaine Mariale. W tym misyjnym dziele wspomagali go: bł. Anuarita i św. Ojciec Pio, których kult szerzył w afrykańskim buszu. Misjom oddał wszystko, całe swoje życie zakonne i kapłańskie.

Tak oto za rękę prowadził o. Pacyfika przez 85 lat Ten, któremu zaufał i zawierzył. Słuchając tego wszystkiego przeżywamy pozostawioną przez o. Pacyfika ostatnią lekcję wiary, chrześcijańskiej pokory i miłości, posłuszeństwa zakonnego, szacunku dla urzędu prowincjała.

Kiedy z nim rozmawiałem dzień przed śmiercią wtedy powiedział, że będzie prosił Ojca Prowincjała o to, aby mógł zamieszkać w naszej prowincjalnej Infirmerii w Kalwarii Zebrzydowskiej. Nie zdążył tego uczynić Niespodzianie przyszła siostra śmierć. Przeszedł już do innego domu,  innej rodziny – rodziny niebieskiej, do niebieskiej ojczyzny – i tam nas oczekuje ze swoimi braćmi i siostrami kongijczykami. I wierzymy, że tam się spotkamy, bo nasza prawdziwa ojczyzna jest w niebie, i do niej wszyscy całe życie pielgrzymujemy. (…)

O. Jarosław na koniec kazania zwrócił się do samego Zmarłego:

Ojcze Pacyfiku! Za dar takiego życia i dar takiego kapłaństwa i wiernej, ofiarnej, prawie półwiecznej posługi misyjnej – Bóg zapłać! Dziękujemy dzisiaj za to wszystko, co uczyniłeś dobrego, co dałeś ludziom, co dałeś naszej franciszkańskiej, bernardyńskiej wspólnocie. Nie sposób Ci za to podziękować bo ludzkie słowa są zawsze za małe wobec czynów miłości, które sprawujemy. Myślę, że to prawdziwe podziękowanie przyjdzie z ręki Boga Najwyższego, który zna ludzkie serca, zna miarę naszych czynów. Resztę spraw opowiemy sobie i wyjaśnimy w Domu Ojca, bo przecież będziemy mieli przed sobą całą wieczność.

Po Eucharystii trumna z ciałem śp. o. Pacyfika spoczęła na cmentarzu zakonnym przy leżajskiej bazylice.

foto: o. Maksymin Ferenc OFM