Wczoraj, 24 stycznia br. o godz. 13.00 w naszym nowym kościele pw. św. Jana z Dukli na warszawskim Czerniakowie swój jubileusz 70-lecia życia zakonnego obchodził br. Tadeusz Motyka. Dokładny dzień złożenia przez Brata Tadeusza pierwszych ślubów przypadał 25 grudnia. W warszawskim klasztorze br. Tadeusz jest już ponad 63 lata.

Uroczystej Mszy św. jubileuszowej przewodniczył Minister Prowincjalny,  o. Teofil Czarniak, a kazanie wygłosił o dr hab. Romuald Kośla – rodak czcigodnego Jubilata.

Na początku Eucharystii, gwardian klasztoru w Warszawie i proboszcz parafii, o. Egidiusz Włodarczyk przywitał Ojców i Braci przybyłych z rożnych klasztorów Prowincji, a także rodzeństwo Brata Tadeusza z rodzinami.

Wraz z czcigodnym jubilatem podczas Eucharystii modlili się:

  • dawni gwardiani klasztoru w Warszawie: o. Franciszek Zienkiewicz (obecnie Gwardian klasztoru w Łęczycy), o. Sławomir Zaporowski (obecnie Gwardian klasztoru w Warcie) i o. Kazimierz Kowalski (obecnie Wikary klasztoru w Łodzi),
  • Współbracia z następujących klasztorów Prowincji:
    – z Kalwarii Zebrzydowskiej: o. Konrad Cholewa (Definitor i Kustosz sanktuarium), br. Samuel Portka (Definitor ) i br. Cherubin Pniewski,
    – z WSD w Kalwarii Zebrzydowskiej: o. Hadrian Kamas (Sekretarz Prowincji),
    – ze Skępego: o. Ekspedyt Osiadacz (Kustosz sanktuarium i gwardian klasztoru),
    – z Piotrkowa Trybunalskiego: o. Lucjusz Wilk i br. Zacheusz Rąpała,
    – z Radomia: o. Metody Kornacki, o. Fryderyk Nowacki i br. Łukasz Murawka,
    – z Krakowa: br. Jacek Szymczyk.

O. Romuald Kośla w kazaniu wspomniał o początkach powołania do zakonu dostojnego Jubilata, zwrócił uwagę na umiłowanie pracy przez br. Tadeusza, który przez całe swoje życie zakonne, pilnie i z oddaniem jej się poświecił.  Kaznodzieja podkreślił wartość życia i służby br. Tadeusza, które stają się wymownym świadectwem, zwłaszcza w dzisiejszych czasach (poniżej publikujemy treść całego kazania o. Romualda).

Pod homilii, Ojciec Prowincjał, w imieniu br. Tadeusza odmówił modlitwę dziękczynną za łaskę powołania.

Przed błogosławieństwem, życzenia drogiemu Jubilatowi złożyli przedstawiciele grup działających przy naszej warszawskiej parafii: Franciszkańskiego Zakonu Świeckich, Liturgicznej Służby Ołtarza i Wspólnoty Rodzin.

Po Mszy św. zaproszeni goście udali się na obiad do klasztornego refektarza.

o. Hadrian Kamas OFM
Sekretarz Prowincji

 

Kazanie o. dr hab. Romualda Kośli
na Jubileuszu 70-lecia życia zakonnego br. Tadeusza Motyki OFM

 

Przewielebny Ojcze Teofilu, Ministrze Prowincjalny,
Drogi Jubilacie, Bracie Tadeuszu!
Czcigodni Współbracia w Świętym Kapłaństwie i Ojcu naszym Franciszku,
Drogie Siostry Zakonne,
Drodzy w Chrystusie, Panu naszym, Bracia i Siostry,

  1. Powołanie i naśladowanie Chrystusa

Teksty liturgiczne ostatniej niedzieli oraz te dzisiejsze, które traktują o wybraniu ludzi do wyłącznej służby Bogu, stanowią doskonały punkt wyjścia do rozważania podczas dziękczynnej Eucharystii za 70 lat życia zakonnego naszego drogiego współbrata Tadeusza Motyki. Tydzień temu słyszeliśmy o powołaniu Samuela, na którego Bóg nałożył urząd proroka, czyli zwiastuna Bożej woli wśród współczesnych sobie ludzi (1 Sm 3,3-10). Dziś usłyszeliśmy słowa o powołaniu rybaków Szymona i Andrzeja oraz Jakuba i Jana na apostołów, którzy od tej chwili ludzi łowić będą dla królestwa Bożego (Mk 1,14-20). W każdym z tych przypadków mamy do czynienia z wyjątkowym, szczególnym momentem nawiedzenia, kiedy to Bóg zachodzi człowiekowi drogę, wchodzi w jego życiowe plany, by radykalnie zmienić kierunek ludzkiego życia i działania.

Drogi jubilacie, bracie Tadeuszu, Ciebie też, jak Samuela, jak Szymona i pozostałych apostołów, Bóg ponad 70 lat temu zagarnął ze zwykłej codzienności, trudnej, bo powojennej. Zagarnął z rodzinnego miejsca, które, jak każdy zakątek kraju, naznaczony był stygmatem wojennej pożogi. I Ty musiałeś coś i kogoś zostawić, jakieś sieci i osoby Ci najbliższe, bo ten wewnętrzny głos nie dawał Ci spokoju. Zostawiłeś więc wszystko, co stanowiło dotychczasowe twoje środowisko, i powiedziałeś:, „tak, oto jestem, przecież mnie wołałeś”. Już od czasu chrztu św. należałeś do Jezusa, jako własność Boga Najwyższego, jako namaszczony i wewnętrznie prowadzony przez Ducha Bożego. I to ten Duch wzbudził w Tobie, Bracie Tadeuszu, pragnienie naśladowania Chrystusa we wspólnocie zakonnej św. Franciszka z Asyżu.

Wybór Chrystusa i pójcie za Nim w czasach, w których umacniała się w naszym kraju władza komunistyczna, wroga temu wszystkiemu, co chrześcijańskie, wymagało od Ciebie silnej wiary, stałości woli i odwagi. Kto przyłączał się wtedy do Chrystusa w tak wyraźny sposób, jakim jest wybór zakonnej formy życia, wchodził w towarzystwo z góry podejrzane, i musiał się liczyć z tym, że podobnie jak Jezus może zostać postawiony w stan oskarżenia, może zostać potępiony i skazany na jakąś formę krzyża. Jak nasi współbracia z Radecznicy wraz z prowincjałem, na krótko przed twoimi ślubami w czerwcu tego pamiętnego 1950 roku, zostali fałszywie oskarżeni i skazani na wieloletnie więzienie, zrehabilitowani dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych.

Dziś chcemy podziękować Bogu za to, że twoje naśladowanie Chrystusa u samego początku przybrało formę bezgranicznej ufności Słowu Bożemu, które postawiłeś ponad prawo własnego bezpieczeństwa i wygody. Postanowiłeś wówczas żyć wedle Chrystusowej zasady „stracić, aby zyskać”. Wchodząc na drogę naśladowania Chrystusa w naszej bernardyńskiej wspólnocie, przyjąłeś wewnętrzną treść krzyża, czyli miłość radykalną, którą on wyraża. Chciałeś w ten sposób naśladować samego Boga, który objawił się na krzyżu jako rozdający siebie. Można dziś powiedzieć, że całe te 70 lat życia w zakonie, było twoim konsekwentnym naśladowaniem Chrystusa, streszczającym się w maksymie: „miłować, jak Bóg umiłował”.

A ponieważ twoje zakonne „tak” wypowiedziałeś Chrystusowi w Uroczystość Jego Narodzin (25 grudnia) znaczy to, że twoje pójście za Nim jako Bogiem stało się równoczesnym wrośnięciem w Jego człowieczeństwo. I jak Jego człowieczeństwo poddawane było wielorakim próbom wytrzymałości przez pracę fizyczną, trudy zakładania królestwa Niebieskiego, aż wreszcie przez całkowite jego wyniszczenie w zbawczej męce i śmierci, tak twoje podlegało próbom przekraczania samego siebie, zapierania się siebie przez codzienną pracę i związany z nią wysiłek fizyczny, przez ograniczenia i wyrzeczenia.

  1. Praca w ogrodzie i dorastanie do doskonałości

Włączony w Chrystusa, wszczepiony jak latorośl w winny krzew, przez chrzest i śluby zakonne, realizowałeś, Drogi Jubilacie, swoje powołanie w Kościele, wypełniając obowiązki stanu, przyjmując wszystkie zrządzenia Opatrzności. A otrzymałeś od Boga wyjątkowy ewangeliczny talent: umiłowanie natury, wejście w osobliwy dialog z siostrą i matką ziemią, „która nas żywi i chowa, wydaje różne owoce z barwnymi kwiatami i trawami” – jak to poetycko wyraził nasz Seraficki Ojciec Franciszek w Pieśni Słonecznej. Ten otrzymany talent, nie tylko nie wystawił Cię na pokusę zakopania go, ale zobowiązał do pracy na rzecz Stwórcy, Kościoła, zakonu; zobowiązał do wierności zabijającej egoizm i podtrzymującej miłość.

Ta wieloletnia ofiara oddawana Bogu poprzez pracę w ogrodzie w prostocie wiary przyciągała Jego miłosne ojcowskie spojrzenie. To właśnie twoja skromna codzienna wierność, ta sprzed lat pełna fizycznej aktywności i ta dzisiejsza wyrażona bardziej przez refleksję o Bogu i upływającym czasie, przędzie nić miłości prowadzącej do doskonałego zjednoczenia z Bogiem.

Jak nikt z nas tu obecnych miałeś szczególny wgląd w prawa natury znaczone obumieraniem i wzrostem; prawa, na które często odwoływał się sam Jezus w swojej zbawczej misji opisując nimi rozwój królestwa Ojca, którego nastanie zapowiadał. Warto przypomnieć tylko przypowieść o siewcy i różnych rodzajach gleby, o ziarnie pszenicznym, o ziarnie gorczycy, o drzewie i jego owocach, o drzewie figowym, o dobrym ziarnie i chwaście. Stosując te przypowieści, Jezus chciał w prosty sposób wytłumaczyć ludziom zasady, jakie obowiązują w Królestwie Bożym, jakie rządzą procesem uświęcenia. O, gdyby ludzie uważnie obserwowali, jak Ty Bracie Tadeuszu, przemiany i prawa świata stworzonego przez swego Boga, jakże wiele pojęliby ze świata praw duchowych.

Bo uświęcenie człowieka można porównać do obumierania ziarna. Dokonuje się w tajemnicy i niepostrzeżenie. Kiedy wydaje się, że ziarno niszczeje, naraz wyłania się z niego młody pęd. Podobnie i święty przekonany jest o własnej nicości jak owo ziarno, które wrzucone w glebę obumarłoby na zawsze, gdyby nie moc Tego, który jako jedyny może dać wzrost. A czy nasza miłość, bez której niepodobna wyobrazić sobie autentycznego uświęcenia, czy nie dojrzewa pod okiem Stwórcy w sercach jak ziarno, któremu nie jest obcy rzęsisty deszcz i palące słońce? Ona potrzebuje przecież jednego i drugiego, by stać się silną, wytrwałą i pokorną.

Jeszcze jedna wydaje mi się ważna korzyść, jaką, Bracie Tadeuszu, wyniosłeś z pracy w ogrodzie, a którą możesz zakomunikować innym. Chodzi mianowicie o pokój serca – wartość w dzisiejszym świecie bodaj najbardziej pożądana. Musiałeś bowiem respektować czas wzrostu kwiatów lub warzyw, tam niczego nie dało się przyśpieszyć, trzeba było w cierpliwości i pokorze towarzyszyć kolejnym etapom wzrastania. Zupełnie inaczej niż w innych przestrzeniach zawodowej aktywności, w których człowiek, niestety ze szkodą dla pokoju serca i wewnętrznej równowagi, ulega nadmiernemu pośpiechowi i agresywnemu dążeniu do wykonania wszystkiego za wszelką cenę. A wszystko to dzieje się w duchu wydajności według rozumienia tego świata, który prawie zawsze łączy się z duchem rywalizacji, a gdzie ludzie ze sobą rywalizują, tam najczęściej rodzi się zazdrość, ta zaś zagradza drogę ku poprawnym relacjom.

  1. Przykład życia, który buduje

Bracia i Siostry, prawdy, o których mówimy, stają się oczywiste, ponieważ mamy szczęście spotkać na swej drodze jednego z tych pokornych pracowników na niwie Bożej, który realizował zwykłe zadania życia zakonnego z całym nadprzyrodzonym czarem łaski, która go wypełnia. Nasz Jubilat poprzez proste spojrzenie wiary i blask wypełniający dzieła miłości, poprzez owoce swej wierności i radość osiągniętego z Bogiem zjednoczenia, daje nam świadectwo, że aby kochać, należy służyć, bo służąc dochodzimy do doskonałej miłości. Lecz, aby służyć, należy poświęcić siebie, ma obumrzeć stary człowiek, by narodził się nowy, ma umrzeć ludzkie „ego”, aby narodziło się prawdziwe „ja”, czyli takie, jakie Bóg przewidział odwiecznie, które nigdy nie ulegnie przedawnieniu, ponieważ nieustannie kształtowane jest przez Ducha Bożego. A Duch Święty to Duch miłości, kształtujący z miłością. On pomaga wyjść człowiekowi z egoizmu uzasadniającego tylko siebie i przyjęcie nowej formuły istnienia, mianowicie życia dla innych. A przecież wszyscy, którzy otrzymali jednego Ducha, otrzymali Jego życiodajną siłę – czyli miłość.

Przykład życia Brata Tadeusza dowodzi, że Bóg, który dostrzega w sercu człowieka uległość i pokorę, może użyźnić każdy ludzki czyn i włączyć go w swoje zbawcze plany, że nadaje On kierunek działaniom człowieka tak, aby służyły realizacji Jego zamierzeń. Dlatego tak ważna jest współpraca z Nim w miłości i przez miłość, bez niej, człowiek nie odniesie żadnej korzyści. Dobrze znamy hymn św. Pawła na część miłości, w którym dobitnie, jak uderzenie w dzwon, brzmią słowa: gdybym mówił językami ludzi i aniołów (…), gdybym miał wiarę, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym (1 Kor 13). Jak się wyraziła św. Teresa z Lisieux: „Bóg nie patrzy na doskonałość dokonanych przez nas dzieł, lecz na miłość, z jaką je pełnimy”.

Bracie Tadeuszu, z twojej konsekracji cały Kościół czerpie duchowe korzyści. Wszyscy – w Bogu wiadomy sposób – uczestniczymy w duchowych owocach twego życia i posługi. Istotnie, każda modlitwa, każda praca i związany z nią trud, każde cierpienie, nawet najmniejsza słabość fizyczna, stają się nieocenionym bogactwem duchowym, budującym od wewnątrz wspólnotę wierzących, szczególnie tę miejscową tu, na Czerniakowie, z którą Opatrzność związała Cię od dawana. I dlatego z wiernymi, którzy gromadzą się w tych bernardyńskich świątyniach, wśród których realizuje się twoje uświęcenie, a także ze współbraćmi Prowincji, możesz dzisiaj zaintonować dziękczynne Te Deum za 70 lat życia zakonnego.

Łączymy się z tobą Bracie Tadeuszu, aby uwielbić Boga i wyrazić Mu wdzięczność za to, że w swoim miłosierdziu, czyni możliwym to, co dla człowieka jest niemożliwe. Dziękujemy Mu za to, że nieustannie wypełnia twój czas swoją łaską, a Ty w swoim wolnym „tak” przyjmujesz to, co zewnętrzne i zwyczajne jako dar miły Bogu. Upewniamy się dziś razem z Tobą, że z Nim nie ma bezsensownego pustego czasu, że każda chwila – nawet ta największej niemocy – jest sama w sobie wartością. Z Nim można się zawsze jeszcze czegoś spodziewać, wtedy ani podeszły wiek, ani słabość, nie jest ostatecznym progiem życia. Tak więc, dziękując Mu za wszystko to, co wypełniało twoje życie zakonne – wpatrzeni w Bożą Rodzicielkę Maryję – z nadzieją oczekujemy tego, co nadejdzie, co się wydarzy, co przewidziała Boża Opatrzność. Każdy bowiem czas, nawet ten pozornie bezużyteczny, może stać się najwyższą formą dojrzewania.

Bracie Tadeuszu, Drogi Jubilacie, życzymy Ci, abyś trwał nadal w nieugiętej  wierności Bogu. Pamiętaj, że On bardzo potrzebuje dusz pewnych w wierze, które staną jak silne maszty, na których można się oprzeć. Wiedz niewzruszenie, że On nie opuszcza tych dusz, ale wzmacnia je i otacza Swoim ramieniem.

Jesteś w Jego rękach! Wszystko, co czynisz, co czujesz, co Cię spotyka – On ogarnia Swoją Miłością. Miej odwagę, bo należysz do Niego cały, z tym wszystkim, co przeżywasz. W Nim jest twój pokój, w Nim wszystko, czego potrzebujesz, by trwać niewzruszenie z całą potęgą miłowania. A zatem, bądź ufny i kochaj. Jezus i świat potrzebuje tylko miłości! Niebo jest nieustającym miłowaniem. Na miarę sił i możliwości wnoś, jak dotychczas, niebo na ten skrawek ziemi, Czerniakowski skrawek. Amen.